niedziela, 29 września 2013

Moje blogi :)

Cześć. Mimo, że skończyłam tą historię chciałabym przedstawić Wam moje inne blogi. Mam nadzieję, ze takie złe nie są.
1. http://vanessaandlive.blogspot.com/
2. http://creatiom.blogspot.com/

sobota, 28 września 2013

Epilog

... I tak moje ukochane dzieci poznałam Waszego ojca.-poczułam, że w oczach pojawiaja mi sie łzy.
-Mamo! Mamo, a co było dalej??-dopytywał się Josh
-Na pewno chcecie wiedzieć? Jest już późno- próbowałam ich odwlec od tego pomysłu, a może lepiej, że będą znały historię taty? Tak, obiecałam mu to.
-Nie, nie chcemy, Opowiadaj-zachęciła mnie Caroline
-No dobrze. To było dwa lata po naszym ślubie. Tata chciał spełniać swoje marzenia. Pozwoliłam mu, bo sama je nadal spełniałam. Chciał pełnić służbę jako żołnierz. Zgodziłam się, bo nie na pierwszą próbę wystawił nas los. Po jakiś czasie wysłali go na służbę do Afganistanu. Nie mieliśmy jakieś wielkiej możliwości komunikacji, ale przetrwaliśmy.  Minęło pół roku, od jego wyjazdu. Przyjechał raz w odwiedziny do mnie, na tydzień. Miesiąc po wyjeździe zorientowałam się, że jestem w ciąży. Napisałam do niego o tym. Odpisał.... Napisał tylko, że mnie kocha, i choćby nie wrócił mam opowiedzieć Wam o nim. Jeżeliby nie wrócił, mam znaleźć sobie kogoś kogo pokocham. Dzień przed końcem swojej służby, zamachowiec wtargnął do budynku gdzie  mieszkali.... Zabili jego.. i kilka innych żołnierzy... Potem urodziliście się Wy. Obiecałam, że znajdę sobie kogoś innego, ale nie mogę... Wiecie dlaczego??? Bo za bardzo go kochałam, kocham i nadal będę kochać, by być z kimś innym..-czułam, że zaraz się rozpłacze przy dzieciach, nie mogę teraz zrobić. Muszą być silne tak jak ja przy innych.-Dobrze dzieci, idźcie już spać. Mamusia zaraz do was przyjdzie.
-Dobrze mamo. Paaa -powiedziały o udały się w stronę swoich pokoi. Po twarzy zaczęły mi spadać słone łzy. Podeszłam do kominka. Przystanęłam i patrzyłam na nasze wspólne zdjęcia. Jego uśmiech. Każde zdjęcie miało swoją historię. Wzięłam jedno z nich w ręce. Powoli usiadłam na dywanie i patrzyłam w przestrzeń czasu. Przywołałam do swoich myśli jego melodyjny śmiech. W pewnym momencie byłam przekonana, że jest tu ze mną.. a jednak tak nie było. Wytarłam łzy i z uśmiechem na ustach ruszyłam do dzieci. 

            Nie poddawaj się, bo zawsze masz kogoś do którego trzeba walczyć

piątek, 27 września 2013

Rozdział XIX(ostani)

Rozdział dedykowany Tynce! :** Pamiętaj, nie poddawaj się :)


Złapałam go za rękę i patrząc w jego cudne oczy powiedziałam..

-Tak, tak wyjdę za Ciebie.-powiedziałam do niego i uśmiechnęłam się na sama myśl bycia jego żoną. 
-Dziękuje Ci. Wiesz, że Cię kocham??-spytał
-Nigdy w to nie wątpiłam kochanie- powiedziałam, po czym jak nigdy nic udałam się do kuchni, gdzie nalałam sobie kieliszek wina. Po chwili przyszedł mój narzeczony, jak pięknie to brzmi. Muzyka do mych uszu.
-Pamiętasz jak pierwszy raz się pokłóciliśmy??-spytałam się, opierając głowę na jego ramieniu.
-Tak pamiętam- uśmiechnął się do mnie.
-Pamiętam tą kłótnie jakby wydarzyła się dzisiaj. Siedzieliśmy na tarasie mojego domu. Do okoła unosiła się lekka woń jaśminy z pobliskich drzew. Wiatru nie było wcale, cicho, można powiedzieć, że aż za cicho. Siedzieliśmy tak w ciszy, rozmyślając o swoich sprawach. Na pozór bardzo różnych acz kolwiek łączących nas razem. Słońce świeciło nam nie miłosiernie w oczy, a mimo to nadal wpatrywaliśmy się w swoje marzenia, przyszłość, przeszłość. Każdy we własnym świecie. Ni  zowąd  spytałeś się mnie czy zechciałabym założyć z Tobą rodzinę, Długo nie odpowiadałam. W końcu odparłam, że mamy jeszcze dużo życia przed sobą. Lepiej byśmy cieszyli się chwilą. Nie odpowiedziałeś, tylko wyszedłeś. Jedynie co zostało po Tobie to ciepłe miejsce oraz echo zamykanych z hukiem drzwi. Nie płakałam, a wiesz dlaczego? Bo ufałam Ci, wiedziałam, że jeżeli chcemy funkcjonować musimy trzymać się razem. Nie biegłam za Tobą, a wiesz dlaczego?? Bo za bardzo Cię kochałam, by Ci teraz przeszkadzać. Nie dzwoniłam, bo wiedziałam, że chcesz pobyć teraz sam, przemyśleć sprawy. 
  Przez kilka dni się nie odzywałeś, albo rzadko kiedy. Dni zamieniały się w tygodnie, tygodnie w miesiące. Mimo to, nie poddawałam się, bo za bardzo Cie kochałam, by odpuścić. Nadal byliśmy parą. Wiesz, dlaczego nie zostawiłam Cię, nie odpuściłam?? Dlatego, że wiedziałam iż los wystawił nas związek na próbę. Wiedziałam, że nie można się poddać, nie tak daleko jak zaszliśmy razem. Nie byliśmy wtedy jakoś długo, ale to prawdziwa miłość pokazała mi, że o nią trzeba walczyć, bo nie wystarczy zdobyć ją, trzeba o nią dbać, by nie zakurzyłam się jak figurka, stojąca w pokoju na komodzie. To była pierwsza próba z wielu, ale przetrwaliśmy, a teraz patrz gdzie doszliśmy.
-Zawsze Cie będę kochał, pamiętaj-powiedział do mnie szeptem, całując w usta.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I OTO OSTATNI ROZDZIAŁ KOCHANI! Mam nadzieję, że aż tak źle nie wyszło i ktoś to czytał. Mimo, że rzadko kto tutaj komentował, ale pokochałam Was jak i tych którzy czytali. Niebawem następna hisoria. Momentami myślałam, że sie poddam, ale jak bohaterka tego opowiadania-nie poddałam się i to był mój sukces. Dziękuje za wszystkie odwiedziny na tym blogu. Jeszcze raz dziękuje. Kocham was!
                                                                          Adelxx

wtorek, 10 września 2013

Chapter XVIII

Przypomnienie:
Mam nadzieję, że jutrzejszy dzień będzie lepszy. I z tym marzeniem zasnęłam.

 I wiecie, że miała rację?? Teraz ma 22 lata. Tak, minęło już tyle lat od pamiętnej imprezy.  Każdy kolejny dzień był coraz lepszy. Dwa lata temu spotkała na dyskotece chłopaka.
"-Cześć. Co taka samotna dziewczyna, robi na takiej dużej imprezie? Hm..?-zaczepił ją  chłopak.
-Cześć. A co robi tutaj taki samotny chłopak?-odpowiedziała.
-Uff.. Nareszcie ktoś normalny.-odpowiedział
-Joan jestem-rzekła
-A tak. Ja jestem Josh. Miło mi Cię poznać. Zatańczymy?-spytał
-Jasne,czemu nie.-rzekła,a po chwili wirowała po parkiecie z chłopakiem. Muszę przyznać,że świetnie tańczyli. Nie sądziła jednak,że jakoś się zbliżą się do siebie. Z dnia na dzień coraz lepiej poznawali  się nawzajem. Stali się dwójką dobranych, wręcz pasujących jak puzzle przyjaciół. David po około 6 miesiącach zerwał z nią, ponieważ dowiedział się, że ona go zdradza,  jak się później sama przyznała.

-Cześć kochanie!, Wróciłem!-wykrzyczał Josh wbiegając do salonu i mnie całując w usta.
-Cześć. Jak było w pracy?-spytałam i ruszyłam do kuchni, by podgrzać mu obiad. 
-Nawet dobrze. Dostałem awans i premię!-powiedział z uśmiechem na ustach i usiadł na szafie gdzie zwykle siadywał.
-Naprawdę? Gratulacje. Szukałam pracy.-chciał mnie uciszyć, ale nie zdążył-rozesłałam CV do kilku miejsc, mam nadzieję, że coś się dla mnie znajdzie.
-Czemu? Przecież zarabiam, nie musisz pracować. I tak dużo robisz.-rzekł do mnie spokojnym głosem. Zszedł z szafy i przytulił mnie.
-Przecież wiesz, że lubię nowe wyzwania. Nie lubię siedzieć tyle czasu w domu, a na dodatek nie chce byś ty cały czas harował jak wół. Postanowione, pójdę do pracy czy tego chcesz czy nie-zakończyłam rozmowę i podałam mu talerz z jedzeniem.
-Smacznego-powiedziałam i nie zważając na niego poszłam do sypialni. Usiadłam na parapecie i zaczęłam grać. Zrobiło się już dosyć ciemno, gdy usłyszałam pukanie do drzwi.
-Proszę!-krzyknęłam, bo nie chciało mi się iść, otworzyć.
-Przepraszam-powiedział-nie mam prawa zabraniać ci czegoś. To twój wybór. Uszanuję go.-spojrzał na mnie i tak po prostu przytulił- Kochanie nic nie jadłaś, może zjesz ze mną kolację?-spytał się nadal wpatrując się we mnie
-Jasne. Chodźmy już.-wstałam i pociągnęłam go za rękę do kuchni. To co tam ujrzałam zapierało dech w piersiach.
-To.. jest.. wow... niesamowite. Kiedy to zrobiłeś_spytałam się, zwracając twarz ku niemu.
-Pozwolisz?-odsunał lekko krzesło, bym mogła usiąść.
-Ależ oczywiście- po chwili wraz z Joshem siedziałam przy stoliku i jadłam danie. 
-Muszę przyznać, że świetnie gotujesz-rzekłam do niego
-Wiem o tym-odpowiedział i lekko się zaśmiał a ja wraz z nim
-Naprawdę jesteś skromny-dodałam jeszcze i zaczęliśmy jeść deser. Piłam czerwone wino, gdy nagle zza stołu  wstał Josh. Podszedł do mnie i uklęknął.
-Joan, wiem, że nie jesteśmy zbyt długo razem, ale ja cię kocham. Moje życie bez Ciebie nie ma sensu. Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz ze mną na zawsze?-spytał a ja w oczach miałam łzy. Złapałam go za rękę i patrząc w jego cudne oczy powiedziałam..
-~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Siemka kochani. Nareszcie nowy rozdział. Mam nadzieję, ze wam się spodoba. :)



poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Hello guys!

Dawno wstawiłabym następny rozdział,lecz klawiatura mi się zepsuła częściowo i nie mam jak pisać. Jeszcze raz przepraszam, ;(

niedziela, 18 sierpnia 2013

Cz. XVII

Przypomnienie..

"...Równocześnie popatrzyli na siebie. Na ich twarzach malowało się zdziwienie oraz nie dowierzanie. Postanowili to zbadać tą sytuację. Ale co z tego wyszło, wiedzą tylko na razie oni. My dowiemy się niebawem..."

 Tak jak widzieli. Był to David z dziewczyną, lecz oni nie stali sobie ot tak, po prostu, lecz się całowali. Joan i Daniel, byli pewni, że on kocha Hugo, a tu się okazuje, że spotyka się z nią. Była, nadal jest to Sharonn. Ciekawi kogo teraz oszukuje David, podeszli bliżej. 
-Kurcze, zauważyli nas-zwróciła się do Daniela
-No, masz rację. Trudno trzeba wyjaśnić to.-powiedział
-Witaj David. Twoja dziewczyna? Może już nie kochasz Hugo? Hm..?-spytała się chłopaka, lekko do niego się przybliżając i dźgając palcem wskazującym w jego klatkę piersiową. Było widać po niej, ze ledwie opanowuje się. 
-To nie tak, jak myślicie..-powiedział Dav, lecz nie zdążył dokończyć, ponieważ Dan mu przerwał.
-A jak?!-spytał się
-Naprawdę kocham Sharoon. Z początku wydawało mi się, ze kocham go, lecz gdy ujrzałem ją, przekonałem się że nie. Wiem, że teraz wygląda to dziwnie  na pewno macie do mnie żal.
-Czy Hugo wie? Jeżeli nie to kiedy mu powiesz?-
spytała się dziewczyna
-Wie. Dzisiaj mu powiedziałem-odrzekł
-Wie? I ty tak po prostu to mówisz?-spytała blond włosa, lekko się denerwując.
-No tak-powiedział David
-Zabije Cię, ty skurczybyku. Zabiję Cię, rozumiesz?! Zginiesz w piekle.-krzyknęła,  po czym uderzyła go prawym sierpowym. No tak, nie wspominałem, że chodziła na boks, by się wyładować.  Chłopak teraz leżał na piasku, a z nosa ciekła mu krew. Uuu.. Żeby oberwać od dziewczyny. Stop! O czym  ty gadasz? Przecież miałem opisywać jej historię. Już dobrze. Wracam do naszej bohaterki. Dan odciągnął siłą dziewczynę od chłopaka i poszli od razu do Hugo.
*21:05, Joan,
*Dom Joan,
Nie myślałam, że wszystko się tak potoczy. Podsumowując ten dzień: Hugo i David nie są razem. David ma dzieczyn-Sharoon. Hugo pogodził się z końcem jego związku. Jedynym plusem tego dnia jest to, że zrozumiałam dzięki tej sytuacji, iż nie da się żyć w bajce oraz to, że w każdej chwili człowiek którego kochasz może odejść lub po prostu okaże się egoistyczną świnią, nie interesującą się czyimiś uczuciami. Mam nadzieję, że jutrzejszy dzień będzie lepszy. I z tym marzeniem zasnęłam.

~~ Kolejny dzień minął, kolejna noc zawita, a rzeczywistość przeobraża się w sen, który nigdy się nie spełni, a rano znów będziemy osobą, ale nie sobą. Wychodzimy z domu z uśmiechem na twarzy, by wracając do domu, znów wtulić się w poduszkę i słonym łzom ujść  z oczu...~~
 

wtorek, 13 sierpnia 2013

Przepraszam, przepraszam i jeszcze raz przepraszam!

Przepraszam Was bardzo, ale ostatnio nie mam weny. Po prostu nie wiem co pisać. Na razie, więc nie będę pisać nowych rozdziałów. Mam nadzieję, ze niedługo wrócą moje chęci do pisania. Do zobaczenia!
                                                                            Adel xo

czwartek, 8 sierpnia 2013

Cz. XVI

Rozdział dedykowany Dan'owi. :)
Przypomnienie...

"...Ta dwójka ludzi, była świetnym przykładem prawdziwej przyjaźni, przepraszam, nadal nimi są i raczej tak zostanie..."

 Obudzili się wraz ze wschodem słońca, czyli coś około godziny piątej.
-Czy uczyni Pani mi ten zaszczyt, i pozwoli zaprosić ją do oglądania tego jakże pięknego słońca z tarasu?- ładnie poprosił chłopak i wyciągnął rękę w jej kierunku, pochylając się odrobinę w kierunku jej osoby.
-Ależ oczywiście, Twoje towarzystwo jest ukojeniem dla mej duszy-odpowiedziała i pozwoliła się poprowadzić w stronę tarasu.
  Razem spoglądali na wschodzące słońce. Ona oparta rękami o barierkę, oddzielającą taras od ogrodu. On stał za nią, przytulając się do niej. Głowę z czarną czupryną oparł na jej ramieniu. Patrzyli na widok w ciszy, jakby bali się odezwać, by nie zniszczyć tego zapierającego dech w piersiach krajobrazu. U dwojga tych ludzi było to normalne. Byli przyjaciółmi, a zachowywali się jak małżeństwo.
  Spoglądanie na coś, było ich oderwaniem od rzeczywistości. Mimo, że trwali razem w takich momentach, każdy pogrążał się w swoich myślach, marzeniach, problemach.
   Po kilku minutach pokaz się skończył, a oni wrócili do świata żywych.
-Czy księżniczka ma ochotę na śniadanie, na łonie natury?-spytał życzliwym głosem i spoglądnął na nią, lekko się uśmiechając.
-Ależ oczywiście mój książę. Czy mogę jakoś pomóc?-rzekła z równie lekki uśmiechem jak chłopak.
-Niech księżniczka się nie przemęcza. Proszę usiąść. Za moment wracam.-odpowiedział i tyle było go widać, ponieważ zniknął za drzwiami. Zgodnie z poleceniem usiadła na wcześniej rozłożonym kocu, by po chwili jak głupia turlać się po nim. Uspokoiła się, położyła się i obserwowała chmury. Kilka nawet przypominało zwierzątka. Po chwili poczuła zapach naleśników. Chwila! Naleśników?!
-Wiesz, że Cię kocham?-spytała słodziutkim głosem, trzepocząc rzęsami.
-Tak, tak. Wiem. Proszę.-odpowiedział i podał jej talerz naleśników, a sam usiadł  koło dziewczyny.
Moment później karmili się nawzajem. Co skończyło się umazanymi twarzami od czekolady i śmietany. Wspólnie posprzątali po czym wyruszyli na spacer. Ich celem okazało się morze.
W pewnej chwili chłopak zaczął uciekać. Joan, długo nie myśląc ruszyła za nim, lecz  Dan, nagle się zatrzymał, a ona wskoczyła mu na plecy. Pech chciał, ze nie był na to przygotowany i wylądowali razem w wodzie. Niestety chłopak miał gorzej, bo jego twarz wpadła w piach. Zaczęła się śmiać, lecz jemu nie było do śmiechy, więc po chwili dziewczyna gilgotała go. Był to jedyny sposób, by go rozśmieszyć i udało się. Podnieśli się z piachu i ruszyli przed siebie. Przed sobą ujrzeli dobrze znaną im osobę z jakąś dziewczyną... Moment?! Dziewczyną?! To nie możliwe. Równocześnie popatrzyli na siebie. Na ich twarzach malowało się zdziwienie oraz nie dowierzanie. Postanowili to zbadać tą sytuację. Ale co z tego wyszło, wiedzą tylko na razie oni. My dowiemy się niebawem.

wtorek, 6 sierpnia 2013

Cz. XV

Przypomnienie z poprzedniej części...

"-Ja jestem Viola, a to mój narzeczony Patrick

-Miło mi-powiedziałam i udaliśmy się do salonu, gdzie długo rozwialiśmy o uroczystości...."

 -Skończyło się na tym, że 21 sierpnia , czyli za nie całe dwa tygodnie, mam zaśpiewać na ich weselu kilka piosenek. Ucieszyłam się, choć z drugiej strony martwię się, ze zepsuje im uroczystość-powiedziałam Danielowi, który akurat przyszedł mnie odwiedzić.
-Zobaczysz, wszystko będzie dobrze. Nic nie zepsujesz. Może będzie to początek Twojej kariery muzycznej? Hm..? Co o tym myślisz?-spytał się chłopak
-Tsaa.. Jasne, bo uwierzę. Może chcesz autograf? Mój kochany fanie.-spytała przesłodzonym głosem.- Wiesz, może to być Twoja pierwsza i ostatnia szansa na zdobycie podpisu, bo później tyle fanów, występy.. Wiesz, o co mi chodzi.-ciągnęłam zdanie, ledwie powstrzymując się od śmiechu.
-Poczekaj!!! Proszę, poczekaj! Pobiegnę po nie zmywalny marker i mi się podpisze Pani, dobrze?-powiedział. Myślałam, że żartuje, a on po chwili przybiegł z markerem i prosił mnie na kolanach, bym mu się podpisała.
-Żartujesz, prawda?-spytałam
-Nie, wcale nie żartuję. -odpowiedział poważnie
-Dobrze, więc jak masz na imię, kochany? Bym mogła się podpisać.
-Jestem Daniel-rzekł
-Okey-podpisałam mu się na koszulce-Zrobione, może być?-spytałam się
-Ojeju! Dziękuje, Pani. To moje marzenie-udał rozkrzyczanego fana-A tak na serio, nadal sądzę, że będzie to Twój początek.-zwrócił się do mnie.
-Mów co chcesz, ale ja i tak wiem swoje-powiedziałam do niego.
-A właśnie co tam u Twojego brata?-spytał Daniel
-Nie wiem. Ojciec stwierdził, że  Artur jednak zamieszka z nimi. Uff.. Jak mi ulżyło-zwróciłam się do Daniela
-Okey. Masz już wybrane piosenki?-spytał, a ja kiwnęłam głową w celu potwierdzenie-No to trzeba poćwiczyć-rzekł z uśmieszkiem. Zrobiłam błagalna minę-Na mnie to nie działa. Już po gitarę! Raz! Dwa!
-Tak jest! Kapitanie!-zasalutowałam i poszłam.
     Około dwie godziny później, ja leżałam na dywanie, a chłopak próbował wcisnąć mi do rąk gitarę. Nigdy więcej ćwiczenia z nim. Nie i koniec.
-Nie będę więcej grała!Gardło mnie już boli od śpiewania.-rzekłam zdecydowanym głosem oraz tupnęłam nogą jak małe dziecko. W końcu nim jestem, nieprawdaż?
-No nie fochaj się. Nie zrobisz mi tego.-oznajmił
-Zrobię!-powiedziałam.-Oglądamy jakiś film?-spytałam
-Grr..No niech Ci będzie, ale jutro nie odpuszcze
-Okey.-powiedziałam z chytrym uśmieszkiem-Zobaczymy jutro-dodałam po cichu by nie usłyszał mnie
-To jaki?-spytałam
-Wybierz coś-rzekł.
-Może być The Notebook?-spytałam
-Niech Ci już będzie-powiedział po czym włożył płytę do odtwarzacza i wróciła, a ja oparłam głowę na jego ramieniu. I oglądaliśmy film.
     Dziewczyna w połowie filmu zasnęła na ramieniu chłopaka, a on po chwili zrobił to samo. Gdyby ktoś teraz patrzył na nich stwierdziłby, że to para zakochanych. Na obydwóch twarzach widniał uśmiech.
Nie jedni widząc ich w szkole razem, twierdzili, ze są ze sobą. Tak wyglądało, bo każda minutę spędzali razem. Na przerwach dziewczyna siedziała na jego kolanach. Może, więc dlatego żaden chłopak nie podrywał Joan, bo myślał, że jest z Dan'em. Jej to nie przeszkadzało. I jemu też nie. 
  Ta dwójka ludzi, była świetnym przykładem prawdziwej przyjaźni, przepraszam, nadal nim są i raczej tak zostanie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Siemka. I co sądzicie o tym rozdziale? Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Dziękuje za przekroczenie 1,000 wejść. Kocham Was!
                                                                                      Adel xoxo

niedziela, 4 sierpnia 2013

Cz. XIV.

Nagle zauważyłam, ze ktoś napisał. Był nim mój przyjaciel, który rozumie całkowicie, jak nikt inny...

Rozmawialiśmy do późnego wieczoru, po czym wskoczyłam w ciepłą bluzę. Wstąpiłam po drodze do kuchni i wzięłam kubek kakao, a z salonu gitarę.Usiadłam na tarasie i zaczęłam grać. To była piosenka Plain White T's -Hey There Delilah. Mimo, że ta piosenka zwrócona jest do dziewczyny, uwielbiam ją, bo  pokazuje jak jest ona ważna dla niego. Za nie długo będą razem i znów będą się śmiać. Po chwili zaczęłam ją śpiewać.

Hey there Delilah
What's it like in New York City
I'm a thousand miles away
But girl tonight you look so pretty
Yes you do
Time Square can't shine as bright as you
I swear it's true

Hey there Delilah
Don't you worry about the distance
I'm right there if you get lonely
Give this song another listen
Close your eyes
Listen to my voice it's my disguise
I'm by your side

Oh it's what you do to me
Oh it's what you do to me
Oh it's what you do to me
Oh it's what you do to me
What you do to me

Hey there Delilah
I know times are gettin' hard
But just believe me girl
Someday I'll pay the bills with this guitar
We'll have it good
We'll have the life we knew we would
My word is good

Hey there Delilah
I've got so much left to say
If every simple song I wrote to you
Would take your breath away
I'd write it all
Even more in love with me you'd fall
We'd have it all

Oh it's what you do to me
Oh it's what you do to me
Oh it's what you do to me
Oh it's what you do to me
Śpiewałam dalej, wpatrując się w drzewa oraz ławkę na której siedziała zakochana para. Widać, że byli dla siebie wszystkim.
A thousand miles seems pretty far
But they've got planes and trains and cars
I'd walk to you if I had no other way
Our friends would all make fun of us
And we'll just laugh along because we know
That none of them have felt this way
Delilah I can promise you
That by the time that we get through
The world will never ever be the same
And you're to blame

Hey there Delilah
You be good and don't you miss me
Two more years and you'll be done with school
And I'll be makin history like I do
You know it's all because of you
We can do whatever we want to
Hey there Delilah here's to you
This one's for you

Oh it's what you do to me
Oh it's what you do to me
Oh it's what you do to me
Oh it's what you do to me
What you do to me- Ostatnie wersy kończyłam śpiewać z łzami w oczach.. Tak ta piosenka na mnie działa. Jeszcze chwilę spoglądałam na zachodzące słońce. Miałam już wstawać, gdy usłyszałam głos tych dwojga ludzi. Wołali mnie. Mnie?
-Tak?-spytałam
-Pięknie śpiewasz i grasz-odpowiedziała dziewczyna
-Dziękuje-rzekłam wzruszona
-Nie długo bierzemy ślub, czy uczyniłabyś nam zaszczyt i zaśpiewałabyś oraz zagrała kilka piosenek na naszym weselu?-spytał chłopak, przytulając dziewczynę i spoglądając to na nią, to na mnie
-Dziękuje, ale naprawdę nie mam talentu-rzekłam
-Mimo to nadal prosimy. To jak zgodzisz się?-spytała dziewczyna
-No dobrze. Bardzo dziękuje-powiedziałam-Może weszlibyście do środka?-spytałam
-Jasne. Jeszcze raz dziękujemy-odrzekła chłopak
-Jestem Joan-przywitałam się z dziewczyną
-Ja jestem Viola, a to mój narzeczony Patrick
-Miło mi-powiedziałam i udaliśmy się do salonu, gdzie długo rozwialiśmy o uroczystości.


wtorek, 30 lipca 2013

Chapter Thirteen

Rozdział dedykowany Skyfall i Dan'owi . Dziękuje. :)

 "...-Okey, mamy czas-rzekłam z pierwszym prawdziwym uśmiechem tego dnia. Może w końcu wszystkiego się dowiem, ale żeby to był mój brat? Może to tylko sen?? Nie, niestety prawdziwe życie...."

Słuchając mojego "brata", n ie mogłam uwierzyć, że rodzice zrobili mnie i jemu takie świństwo. Naprawdę nie spodziewałam się tego po nich. Jaki człowiek mając córkę i oprócz tego syna z inną kobietą, nie powiedział im o swoim istnieniu, a na dodatek jego druga żona, czyli moja matka wiedziała o wszystkim. Czyż nie cudownie?! Przygotowałam mu pokój i poszedł spać, a ja w tym czasie zadzwoniłam do ojca. Łał. Odebrał.
-Halo?-usłyszałam głos taty
-No witam. Jutro. U mnie. 10 rano. Do widzenia- powiedziałam krótko i zwięźlę. I się rozłączyłam. Usiadłam przy kuchennej wyspie i zaczęłam jeszcze raz wszystko przemyśleć. Chętnie porozmawiałabym o tym z Hugo, lecz musiał już iść. Obiecał, że jutro wpadnie do mnie z Davidem. Trudno, trzeba iść spać. Wzięłam prysznic i położyłam się w łóżku, by nie myśleć o dzisiejszym dniu, zaczęłam liczyć owieczki! Tak moje kochane owieczki. I wiecie co? Pomogło.
   Obudziłam się przez odbijające się od mojego okna krople deszczu. Uchodzę za dziwną, więc na pewno was nie zdziwi to, że uwielbiam deszcz. Wyraża on wtedy jakby smutek, tęsknotę za czymś co odeszło lub za kimś. Deszcz zawsze pomagał mi zrozumieć swoje problemy, lecz też często przez to popadałam w melancholię, załamywałam się. Można powiedzieć , że taka krótka depresja. Wtedy wydaje mi się, że mogłam być kimś innym, robić coś innego. Może kogoś wtedy pokochałabym, ale
jestem jaka jestem i nie mam zamiaru się zmieniać.  Wzięłam szybki prysznic i  założyłam leginsy oraz za dużą bluzę, czyli mój ulubiony strój. :)  Zbiegłam po schodach. Wpadłam z impetem do kuchni, zatrzymując się na kamiennej wysepce. Wypiłam szybko kubusia(naprawdę mam do niego słabość. dop: od autorki), do którego mam słabość, jak inni do nutelli. Postanowiłam uzupełnić lodówkę, więc postanowiłam udać się w tym celu do pobliskiego sklepu.  Wchodząc spotkałam Daniela( Dan-jeżeli to czytasz, to wiedz, że cie kocham. ;*) zamieniłam z nim kilka słów i udałam się do kasy, by zapłacić za produkty. Jakieś 10 minut później rozpakowywałam zakupy po czym siadłam przy laptopie i zaczęłam pisać w moim drugim świecie. Nagle zauważyłam, ze ktoś napisał. Był nim mój przyjaciel, który rozumie całkowicie, jak nikt inny...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witam! Jak sie Wam podoba? Miał wyjść trochę inaczej. Trudno. Pozdrawiam.
                                                         Adel xx

Nowosć!

Zapraszam na mój drugi blog! Mam nadzieję, że się wam spodoba. http://creatiom.blogspot.com/
                                                 Adel xx

niedziela, 21 lipca 2013

Chapter Twelve"Life is a game, and love the reward .."

Rozdział dedykowany Danielowi, który mimo odległości rozumie mnie. :)

"..-Pamiętaj, że zawsze będę Cię kochał, ale jako siostrę-powiedział Hugo
-A Ty, pamiętaj, że zawsze będziesz moim braciszkiem-odpowiedziałam..."

Ten czas tak szybko mija. Nim się obejrzałam, był już wrzesień. Czas iść do szkoły. Hugo wyznał prawdę Davidowi i jak się okazało On też kochał i nadal kocha Hugo. Czyż teraz wszyscy nie są szczęśliwi?? Niestety nie. Daniel z którym tak dobrze się dogadywałam zapomniał o mnie oraz o Hugo. Jest teraz szczęśliwy z dziewczyną, która wyciąga z niego kasę i wszystko co podpadnie. Można powiedzieć, że chłopak ma klapki na oczach. Ja sama nie mam nikogo, w sensie, że chłopaka i dobrze mi z tym, bo w końcu mam dopiero 17 lat. Mam bardzo dobrze mnie rozumiejących przyjaciół. Mam na myśli Hugo i Davida. Traktuję ich jako braci, których nigdy nie miałam. Jeżeli ich akurat nie ma w pobliżu, to biorę deskorolkę i jadę przed siebie dopóki nie zrozumiem tego z czym mam problemy, Jeśli pogoda nie dopisuje do rąk wkładam gitarę i gram to co umiem lub po prostu uczę się nowości. 
    Znowu się zamyśliłam, myślałam, myślę i będę myśleć. Chociaż nie.. Czasami lepiej nie myśleć i robić wszystko na spontan, bo wtedy takie sytuacje są najlepsze i zapamiętamy je do końca naszych dni, które i tak nie są długie. Usłyszałam pukanie do drzwi, wstałam i z nieukrywaną nie chęcią ruszyłam do nich, by otworzyć. Za nimi ujrzałam średniego wzrostu chłopaka z walizką. Muszę przyznać, że bardzo się zdziwiłam.
-Tak? W czym mogę pomóc?-spytałam się uprzejmym głosem oraz sztucznym uśmiechem.
-Dzień dobry.  Jestem Artur. Czy to ty jesteś Joanna Picoult?-spytał pogodnie.

- Tak, a o co chodzi?-spytałam ponownie
-No więc przyjechałem tutaj ponieważ Twój ojciec, czyli Mark Picoult jest moim biologicznym ojcem i powiedział mi, bym zamieszkał tutaj z Tobą, czyli jego córką, a moją przyszytą siostrą.-rzekł, a ja zszokowana otwarłam szerzej drzwi by mój 'brat' wszedł do domu. Kazałam mu rozgościć się w salonie, a sama udałam się do kuchni, by zadzwonić do Hugo.
-Halo? Hugo? Przyjedź do mnie zaraz, proszę. Możesz wziąć Davida.-zakończyłam rozmowę nie pozwalając odezwać się chłopakowi. Tak, wiem, jestem chamska, ale trudno nie będę się zmieniać trzeba zaakceptować mnie taka jaką jestem. 
-Napijesz się czegoś?-spytałam wchodząc do salonu. Brunet odwrócił się do mnie.
-Nie, dziękuje. Nie rób sobie kłopotu.-odpowiedział.-Na pewno chcesz coś wiedzieć. Śmiało się pytaj. Odpowiem.-rzekł
-Okey, więc opowiedz coś o sobie.-powiedziałam siadając na fotelu
-Jak już mówiłem jestem Artur. Mam 18 lat.Urodziłem się w Irlandii. Moim ojcem jest Mark Picoult, a moją matką Sawanah Nurth. Interesuję się skateboardem i muzyką.-jego wypowiedź przerwał dzwonek do drzwi.
-Przepraszam, to na pewno mój przyjaciel-rzekłam i poszłam otworzyć drzwi.
-Cześć skarbie-powiedział i pocałował mój policzek.
-Cześć. Jestem Hugo
-Cześć. Ja jestem Artur, brat Joan-odpowiedział, chociaż ciszej.
-Wchodź, rozgość się.-zwróciłam się do Hugo-a Ty opowiedz mi,całą swoją historię od początku
-Och, może to długo potrwać-rzekł speszony
-Okey, mamy czas-rzekłam z pierwszym prawdziwym uśmiechem tego dnia. Może w końcu wszystkiego się dowiem, ale żeby to był mój brat? Może to tylko sen?? Nie, niestety prawdziwe życie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Siemka kochani! Rozdział miał być dodany 24 lipca w moje urodziny, lecz postanowiłam dodać teraz, ponieważ mogłabym czasami nie mieć czasu by wstawić. Mam nadzieję,że wam się spodobał rozdział. Do następnego. <3
                                                     Adel xx

sobota, 20 lipca 2013

Chapter Eleven "Kocham ją nad życie..."

 Rozdział dedykowany wszystkim tym, którzy komentowali i czytali lub tylko czytali. Pozdrowienia kochani!! <3

 "....-No więc, kto jest twoją wybranką?
-Jest nią..."

 -Jest nią...-miał dokończyć, lecz w tej chwili zadzwonił telefon Daniela, który przeprosił nas i poszedł odebrać. Patrzeliśmy na siebie. Hugo mnie przytulił, a ja  zrobiłam to samo. 
-Przepraszam moi kochani, lecz przyjechał kuzyn i muszę się nim zaopiekować.
-Jasne. Przyjdź do nas z nim, nie Hugo?-spytałam się
-Może być.-oznajmił uśmiechnięty
-Dobrze. Będę za pół godziny-oznajmił i zniknął za zakrętem, a my weszliśmy do domu. Zdjęliśmy kurtki. Udając się do kuchni rzekłam
-Czuj się jak u siebie.
-Okey. Co oglądamy?-spytał się. 
-Nie wiem, wybieraj.-powiedziałam, wchodząc do salonu z tacą słodyczy i ciastek i chipsów.-Pójdziesz po picie? Stoi na blacie w kuchni.
-Okey, już idę- Usiedliśmy się przed telewizorem i zaczęliśmy oglądać film. Położyłam głowę na jego kolanach,a on zaczął bawić moim włosami.
-Boskie mam włosy, nie?-spytałam, udając powagę chociaż mi nie wyszło.
- Otóż moja droga pani, ma pani w 100% rację, będę wielbił twe włosy do końca życia, a nawet dłużej-odparł,po czym wybuchł razem ze mną śmiechem. Tak kończyły się wszystkie oglądane przez nas filmy. Gdy skończyliśmy wszystkie filmy, który wpadły nam w ręce było coś koło piątej nad ranem.
-Co robimy?-spytał się
-No nie wiem, spać mi się nie chce, a Tobie?-spytałam
-Mi też nie. To co? Może rozmawianie o wszystkim i o niczym?-usłyszałam.
-Okey-powiedziałam i obróciłam się w jego stronę. Nasze rozmowy pamiętałam jako zabawne a czasami poważne. Zależały one od tematu i sytuacji, lecz zawsze mogliśmy sobie mówić wszystko. Nawet on o dziewczynach, a ja o chłopakach. Ludzie mówili i nadal mówią, że przyjaźń damsko-męska nie istnieje, bo jedna osoba kocha zawsze bardziej, ale u nas tak nie jest. Traktujemy się jak rodzeństwo. Jednak najlepsze są wspomnienia, które przeżyliśmy razem..Cofnijmy się trochę do tyłu...
"....-Gratulacje Joan i Hugo!-krzyczeli ludzie lub po prostu do nas podchodzili. Popatrzyliśmy na siebie i nie wiedzieliśmy o co chodzi.
-Ale o co chodzi? Jakie gratulacje?-spytałam
-No, ze jesteście razem-odpowiedziała koleżanka z ławki. Na tą odpowiedź zaczęliśmy śmiać się jak głupi.
-My nie jesteśmy razem-odpowiedział Hugo, a ja znów wybuchłam śmiechem, a on ze mną. I odeszliśmy, splatając razem swoje ręce...."
-Hej, Joan! A pamiętasz jak..-nie dokończył, bo kiwnęłam głową i znów zaczęliśmy się śmiać, prawie, ze spadając z kanapy. To był plus, że mogliśmy kontaktować się bez mówienia. Dla jednych wydawało się to dziwne, a dla drugich było to, o czym marzyli, lecz nie każdy spotka takiego przyjaciela.
-Miałeś powiedzieć, która dziewczyna Ci się podoba-przypomniałam sobie o pytaniu i od razu je zadałam.
-Ale obiecaj, że mnie nie opuścisz, okey-spytał się speszony
-Okey, obiecuję-potwierdziłam i zaczęłam się bać.
-To nie jest ona, lecz on.. Ja kocham Davida-odpowiedział cicho, a ja go przytuliłam.
-Cieszę się, z twojego szczęścia, nparwdę.-rzekłam i dałam mu buziaka w policzek
-Ale naprawdę nie przeszkadza Ci to?
-Jasne, że nie.
-Pamiętaj, że zawsze będę Cię kochał, ale jako siostrę-powiedział Hugo
-A Ty, pamiętaj, że zawsze będziesz moim braciszkiem-odpowiedziałam
~~~~~~~~~~~~~~~~
I następny rozdział. Jak wam się podoba? Przepraszam, że taki krótki. Do następnego. :)
                                           Adel xx

 

 

środa, 17 lipca 2013

Chapter Teen."Nowa znajomość-nowe przeżycie"

Rozdział dedykowany  Szklanka Mleka . 
Dziękuje za komentarz. Rozdział pisany przy http://www.tekstowo.pl/piosenka,mrozu,1000_m_nad_ziemia.html

"-Cześć. Znamy się?-spytałam nie winnie
-Cześć. Nie. Przepraszam, ze przeszkadzam, lecz drzwi były otwarte, a ja chciałem się przedstawić. Jestem Daniel, sąsiad.-odparł, patrząc w buty.
- A przepraszam. Joanna jestem, ale możesz mówić Joan.-powiedziałam z uśmiechem i go przytuliłam. Z początku był trochę skrępowany, a po chwili odwzajemniał mój uścisk."
```````````````````````````````
Od naszego poznania minęły już 3 tygodnie. Każdą wolną chwilę staramy się spędzać w trójkę. Ja, Hugo i Daniel. Może się wydawać dziwne, ale  z Luizą i Olgą prawie nie utrzymujemy kontaktów.

.... -Cześć!-krzyknęłam do Olgi i Luizy. Popatrzyły na mnie i nie chętnie podeszły.-O co chodzi?-spytałam. Nie odpowiedziały.-Coś się stało?
-Nie-zaprzeczyła Olga, ale Luiza zaraz potwierdziła-Tak, stało się.. I to dużo-powiedziała
-Joan, zmieniłaś się. I to bardzo. Naprawdę Cię nie poznajemy. Cały czas spędzasz z chłopakami, nas masz gdzieś. Jakbyśmy wcale nie istniały. Stałaś się chamska, mówisz co chcesz. 
-Jasne. Najlepiej sobie idźcie. Przyznaję się, zmieniłam się! Wy też się zmieniłyście i jakoś się od was nie odsuwam.-powiedziałam, prawie wykrzyczałam i wzięłam deskorolkę po czym odjechałam w tylko mi znanym kierunku....

Wiadomo, że było mi przykro, ale jeżeli mnie takiej nie akceptowały, to może lepiej. Przynajmniej wiedziałam na czym stoję. Wracając do tematu. Właśnie idę z Danielem do Hugo. Wybieramy się na koncert The Script. Z początku chłopacy nie przepadali za tym zespołem, ale przy wielogodzinnym spędzaniu czasu ze mną, również stali się jego fanami. I tak powinno być!
-Wiecie, że Was kocham?-spytałam, knując już mój plan
-Wiemy, wiemy. Co chcesz?- spytał się Hugo
-No bo, ja jestem niska, a tu jest tak dużo ludzi, wysokich, niskich-mówiłam pokazując dookoła siebie- Mógłbyś mnie podnieść??-zrobiłam maślane oczka
-Dobra, wchodź-powiedział i się nachylił, a po chwili siedziałam na jego barkach. Zaczęłam krzyczeć gdy na scenie ukazał się zespół. Bawiliśmy się do końca.
                                                  1,5 godziny później
-Dziękuje Wam, a szczególnie Tobie-wskazałam na Hugo- Wiem, że jestem ciężka.- W tym momencie obaj się zaśmiali, a ja razem z nimi. Tak się nazywają prawdziwi przyjaciele. 
-Macie jakieś plany na wieczór?-zadałam pytanie. Chłopacy pokiwali przecząco głowami.
-To jak? Do mnie na nocny seans filmowy?
-Jasne, ja się zgadzam, a ty, Hugo?- spytał Daniel
-Okey, może być.-odparł i ruszyliśmy wygłupiając się do domu. Gadaliśmy i śmialiśmy się. W pewnym momencie przyszło mi na myśl super pytanie. Buahahah
-Chłopcy, mam takie pytanko, mogę-spytałam, udając nie śmiałą. Oj, będzie wesoło
-Okey, mów-ponaglał mnie Hugo
-Czemu nie macie dziewczyn?
-Yy.. mhm....-usłyszałam jąkanie od Hugo
-No bo.. ten... Tak jakoś-odpowiedział Daniel
- No nie mówcie, że  żadna wam się nie podoba-rzekłam. Na twarzy Danila wkradł się rumieniec. Co?! Przecież on nigdy się nie rumieni
-Oj, Daniel, ktoś ci się podoba-rzkłam pewnie
-Nie, wcale-odpowiedział drapiąc się po głowie. Spojrzałam na niego groźnym wzrokiem-No dobra. Ma na imię Vicki, a Ty, Hugo?-spytał się, śmiejąc się pod nosem
-Yyy.. Zabiję Cię kiedyś Dan.-rzekł z groźnym wzrokiem.
-No więc, kto jest twoją wybranką?
-Jest nią...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jak myślicie kto nią będzie? Mam nadzieje, że się wam spodobał ten rozdział. 
                                                              Adel xx





 

wtorek, 16 lipca 2013

Chapter Nine "Uśmiech nadziei..."

"...Chłopaka reakcja była taka sama jak dziewczyny. Obydwoje byli szczęśliwi. Czyżby zakochali się w sobie? Ja wiem, bo ta historia się już wydarzyła. Byłem jej świadkiem. Ale czy zawsze wszystko musi być dobrze? Czasem z początku jest gorzej by później było lepiej.."
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
 Obudziłam się o dziwo w dobrym humorze. Zeskoczyłam z łóżka  i biorąc ubrania, poszłam pod prysznic. Założyłam białą, luźną bluzkę z
 wzorkiem oraz krótkie spodenki.  Podbiegłam do schodów i zjechałam na poręczy, co skończyło się ślizgiem po podłodze i zatrzymaniu się przed kwiatkiem. Uff... Jakbym go zbiła, przy najbliższej okazji moja mama uczyniłaby mnie trupem. Szybko się podniosłam i wzięłam potrzebne składniki do robienia gofrów. Po 15 minutach zajadałam je. Nie mając planów na później postanowiłam znowu pobiegać. Na szczęście kostka już była zdrowa. Przemierzając park, podziwiałam wspaniały krajobraz zieleni, świetnie kontrastującej z zabytkowymi  kamieniczkami. Wbiegłam do domu po czym wzięłam szybki prysznic i udałam się na zakupy. Kupiłam kilka rzeczy. Po chwili byłam z powrotem w domu. Zjadłam, własnoręcznie przyrządzone spaghetti. Posprztałam, a następnie usiadłam przed telewizorem i zaczęłam oglądać film "Trzy metry nad niebem" Kocham Go, po prostu, ale najbardziej podoba mi się Hache. Chciałabym Go kiedyś spotkać. Lecz to tylko marzenia i bujna wyobraźnia. Czas wracać do przykrej rzeczywistości. Pozbierałam po rozrzucane chusteczki i udałam się do kuchni, by przygotować samotnie kolacje. Zrobiłam zwykłe tosty. Może wydawać się dziwne, lecz ja dużo do szczęścia nie potrzebuje. Wzięłam laptop, okazało się, ze mam kilka wiadomości. Pierwsza otwieram-rozczarowanie-reklama, druga-to samo, trzecia-Jest!! Ktoś do mnie napisał. 
                                            
                                                                       "Cześć!      Na pewno mnie nie znasz. Jestem Daniel. Właśnie się wprowadziłem obok Ciebie do domu. Chciałem dzisiaj przyjść do Ciebie, lecz nie jestem zbyt odważny, więc postanowiłem napisać. A więc to tylko tyle. Do zobaczenia. :)"

 Ja mam sąsiada? Wtf?? Dobrze wiedzieć. Odwiedzę go jutro. Teraz spać. Poszukam przy okazji pracy. Myśląc o tym co powinnam jutro zrobić zasnęłam.

Obudziłam się, a przed oczami ujrzałam jakiegoś chłopaka. Muszę powiedzieć, nawet przystojny. O czym ja myślę?! Jakiś chłopak jest w moim domu, może jest mordercą, włamywaczem, a ja go oceniam. No tak. Nigdy nie myślę normalnie.
-Cześć. Znamy się?-spytałam nie winnie
-Cześć. Nie. Przepraszam, ze przeszkadzam, lecz drzwi były otwarte, a ja chciałem się przedstawić. Jestem Daniel, sąsiad.-odparł, patrząc w buty.
- A przepraszam. Joanna jestem, ale możesz mówić Joan.-powiedziałam z uśmiechem i go przytuliłam. Z początku był trochę skrępowany, a po chwili odwzajemniał mój uścisk.
  ~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Cześć. Przepraszam, że taki krótki, ale nie miałam weny. Jest to pierwsza część. Mam nadzieję, ze druga będzie już lepsza. Jak sądzicie, co będzie później??
                                                      Adel xx
-

 

wtorek, 2 lipca 2013

Chapter Eight. "Dobrze mieć przyjaciół.."

"Obróciłam się, a on zaraz podbiegł i przytulił.. W jego ramionach czułam się bezpiecznie i tego mi brakowało przez dotychczasowe życie...."

 -Cii, nie płacz... -uspokajał Mnie Hugo.-Spokojnie, wszystko wróci do normy-powiedział, tuląc Mnie w ramionach. Właśnie tego potrzebowałam. Wiedział, ze takie słowa jak"Będzie dobrze" nie pomogą. Inni na pewno by tak sądzili, ale nie on ...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
 Spacerowaliśmy po kamienistym brzegu plaży, pozwalając by słona, lazurowa woda podmywała nam stopy. Śmialiśmy się i bawiliśmy jak małe dzieci, toteż nie zdziwiłam się gdy przechodzący obok na nas ludzie patrzyli jak na parę ludzi , którzy uciekli z zakładu psychiatrycznego. Znaliśmy się dosłownie 2 dni, a wiedzieliśmy o sobie wszystko. Wspominając chwile, spędzone z Hugo, na moja twarzyczkę wpełzł uśmiech. Hugo od razu to zauważył. Skorzystałam z okazji i ochlapałam chłopaka wodą. Jego mina przez chwilę była bezcenna, a moment później byliśmy mokrzy. Nie przeszkadzało nam to. Poczuliśmy się jak przyjaciele, których nie miałam na serio.
-Dobra. Chodź do domu, bo się przeziębisz-powiedział opiekuńczym głosem
-Dzięki, ze tak się o mnie troszczysz, ale naprawdę nie musisz.-rzekłam wesoło. Zapomniałam już co to spędzać dobrze czas ze znajomymi. Stanęłam w miejscu i patrzyłam jak Hugo oddala się mówiąc do mnie a tak naprawdę do siebie bo ja zostałam w tyle. Zaczęłam biec w jego stronę i wskoczyłam mu na plecy.
-Dalej koniku! Wio!-wykrzykęłam, śmiejąc się jak opętana.
-Dobrze się czujesz?-spytał nie pewnie-Okey, już idę, ale jak będą mnie boleć plecy to będzie to wyłącznie Twoja wina-dokończył ze śmiechem. 
   Śmiejąc się i rozmawiając dotarli do domu. I oto ta sytuacja pokazuje jak w ciągu kilku godzin i dzięki jednemu człowiekowi, nastrój może się zmienić.
-Dziękuje Ci za wspaniale spędzony dzień.-usłyszałam cicho wypowiedzone zdanie
-Nie, to ja dziękuje. Gdyby nie Ty jeszcze użalałabym się nad sobą-powiedziałam, a na moją twarz wkradły się rumieńce.
-No to. eh.. No to cześć. Do jutra?-spytał się chłopak
-Do jutra-odpowiedziałam pewna siebie. Chłopak zaczął odchodzić w swoją stronę-Poczekaj. Dałbyś mi swój numer telefonu? Moglibyśmy się umówić na daną godzinę.-rzekłam głośno, a po chwili dotarło do mnie iż jestem zbyt pewna siebie. Co się dzieję? Zapytałam siebie w myślach.
-Jasne. Dziękuje, ze przypomniałaś, bo zapomniałbym.-podał kartkę z numerem- To co? Do jutra?-kiwnęłam twierdząco głową- 14 może być?-spytał
-Oczywiście. Paa.- powiedziałam i z wielkim bananem na twarzy poszłam do domu. Od razu udałam się do pokoju, gdzie wskoczyłam na łóżko. Tak byłam zajęta przemyśleniami, że nie chciało mi się ruszyć do łazienki. Usnęłam... mając cudowny sen..
  Chłopaka reakcja była taka sama jak dziewczyny. Obydwoje byli szczęśliwi. Czyżby zakochali się w sobie? Ja wiem, bo ta historia się już wydarzyła. Byłem jej świadkiem. Ale czy zawsze wszystko musi być dobrze? Czasem z początku jest gorzej by później było lepiej..

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dziękuje za przeczytanie. Zapraszam do komentowania. Jeżeli chcecie być informowani napiszcie swój numer gg, nazwę fb lub twittera, a na pewno was powiadomię.
                                                                   Adel xD

niedziela, 23 czerwca 2013

Powiadomienie

Cześć. Niestety muszę zawiesić bloga, ponieważ mimo, iż jest koniec roku szkolnego i zbliżaja się wkacaje nie mam po prostu weny, ani za dużo czasu. Możliwe, ze w wakacje pojawi się jakiś rozdział, lecz nie obiecuje. Przepraszam Was, moi drodzy.
                                                                                           Adel <3

wtorek, 18 czerwca 2013

Chapter Seven "Nie zawsze życie musi być bajką..."

W pewnym momencie zadzwoniła moja komórka, ale byłam tak padnięta, że nie chciało mi się stawać.
-Zobaczę jutro-powiedziałam do siebie i zasnęłam. 
                            ~~~~~~~~~~~~
 Obudziłam się wraz ze wschodem słońca. Wstałam i udałam się do okna, po czym odsłoniłam żaluzje, a do pokoju wpadło mnóstwo światła rażącego w oczy. Wzięłam krótki prysznic i ubrałam  

białą sukienkę. Na nogi zarzuciłam japonki i zeszłam do kuchni w celu poszukaniu czegoś do jedzenia
-Może nie będzie tak źle?-powiedziałam do Siebie jak to miałam w zwyczaju. Gdy zaczęłam robić sobie kanapki zadzwoniła komórka, a ja przypomniałam Sobie o wczorajszym telefonie. Pobiegłam szybko do stolika i chwyciłam komórkę.
-Tak?-powiedziałam nie pewnym głosem
-Cześć córeczko-usłyszałam głos wesołej mamy
-Więc w jakiej sprawie dzwonisz?-spytałam miłym głosem, może aż trochę za sztucznym.
-Kochanie, mamy do Ciebie dobrą wiadomość. Otóż ten dom w którym obecnie mieszkasz jest Twój.-wykrzyknęła mama wraz z tatą. Totalnie mnie zamurowało. Nie na pewno robią sobie ze Mnie żarty.
-Ale jak to? A wy gdzie będziecie mieszkać? Przecież nie mam 18 lat!!-wykrzyknęłam na jednym oddechu-Jak możecie mnie zostawić samą??-Byłam bliska płaczu, powoli zsunęłam się po ścianie..
-My będziemy mieszkać na obrzeżach  Paryża. My Cię nie zostawiamy, tylko wiemy, ze sobie poradzisz. Poza tym Ojciec dostał dobra pracę w Paryżu dlatego się przenieśliśmy. Nie chcieliśmy Ciebie brać ze sobą, ponieważ wiemy ile dla Ciebie znaczą przyjaciele. Joan, pamiętaj my Ciebie kochamy. O pieniądze się nie martw, będziemy płacić za rachunki i dawać Ci pieniądze na zakupy i co tam jeszcze chcesz.-na chwile przerwała-Musze kończyć. Zadzwonię później. Pa. -powiedziała i tyle ją słyszałam. Inni na moim miejscu cieszyli by się, ale co ja mam zrobić? Zawsze mało czasu z nimi spędzałam, a teraz jeszcze wyjechali. Trudno jakoś trzeba żyć dalej. Najlepiej będzie jak zapomnę. Poszłam do kuchni zjadłam tosty i wypiłam herbatę. Postanowiłam się przejść i tak zrobiłam. Na dworze było ciepło, aż za bardzo. W końcu to Hiszpania. Wolnym krokiem udałam się w stronę plaży. Z oddali zobaczyłam, iż moje miejsce jest wolne.. jak zawsze.
Była to mała jaskinia, do której by dotrzeć, trzeba było przeprawić się kawałek przez morze, ale było warto.  To było, jest i nadal będzie miejsce w, którym mogę pobyć sama ze swoimi problemami. Mogę tam użerać się nad sobą lub tańczyć i śmiać się jak opętana. Wiedziałam, ze tam nikt mnie nie znajdzie.
-Czemu ja?-spytałam się morza. Czy nie mogę mieć normalnych rodziców, dla których będzie ważniejsza miłość niż pieniądze? Czy oni nie mogą mnie kochać, czy nie możemy spędzać popołudni niedzielnych? Mogłabym nawet mieszkać w jakimś starym domu i mieć blisko siebie rodziców, niż mieszkać w pięknym domu i z rodzicami, przepraszam, bez rodziców, dla których ważniejsze są pieniądze  i praca. Oni chcą dla mnie dobrze, lecz nie wiedzą jak przez to cierpię. Położyłam się na pisaku i zaczęłam płakać.. tak, to mi pomogło choć trochę. Usłyszałam jakieś głosy za moimi plecami...Obróciłam się, a on zaraz podbiegł i przytulił.. W jego ramionach czułam się bezpiecznie i tego mi brakowało przez dotychczasowe życie....

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
                Rozdział dedykuję Marcie, Monice, Kornelii oraz Genialnemu człowiekowi....
 Hej. Wiec jak wam się podoba rozdział? Mam nadzieję, ze nie jest tak źle. Następny rozdział będzie około 28 czerwca. Zapraszam. :)
                                                                     Adel xD

środa, 12 czerwca 2013

Chapter Six "A może jednak życie jest zaszczytem?"

"Pamiętam jak tańczyłam na barze .... Ktoś brał mnie na ręce...,"
   

Obudził mnie potworny ból głowy.. oho skutki imprezy urodzinowej. No ale przynajmniej nie zapomnę jej do końca swoich dni. Przewróciłam się  na bok, lecz nie wymierzyłam odpowiedniej odległości i spadłam na mój puszysty dywanik, który posłuży mi jako amortyzator upadku. Niestety głowa mnie bardziej bolała niż przedtem. Podniosłam się i zeszłam po kręconych schodach do
kuchni gdzie dopadłam butelkę wody. Po wypiciu zgarnęłam potrzebne na dzisiejszy dzień ubrania i ruszyłam pod prysznic. Po pół godzinnym prysznicu ubrałam się w niebieskie krótkie spodenki oraz białą bokserkę. Na nogi włożyłam białe trampki, a w rękę wzięłam baseballówkę i po zamknięciu domu wyruszyłam na spacer po pobliskim parku. Jakieś pięć minut później stwierdziłam, że dobrze by było trochę pobiegać, więc w uszy włożyłam słuchawki, z których poleciały piosenki zespołu The Script. Nie wiem ile czasu minęło, ale nagle poczułam przeszywający ból w kostce. 
-Jeszcze tego brakowało! -powiedziałam do siebie i dopełzłam do ławki. Ból był nie do zniesienia. Ujrzałam koło siebie kucającego chłopaka..
-Hugo??- spytałam z lekkim grymasem na twarzy
-Tak, tak mi się wydaje, ze jestem Hugo.-odparł rozbawiony przez co ja również  się uśmiechnęłam. Poczułam jego ciepłą dłoń na kostce, syknęłam od razu, a do oczu napłynęły mi łzy.
-To nie wygląda za dobrze-odezwał się do mnie i patrząc czule na kostkę a potem na moją twarz. To prawda, i jak ja będę ćwiczyć? Przecież zapisałam się do szkoły. Uch, same problemy.
-Wstawaj!-rozkazał. patrzyłam na niego pytającym wzrokiem-No dalej, trzeba cię zawieść do szpitala-W tym momencie nie chętnie wstałam, a po chwili byłam już w szpitalu.
-Nie nienawidzę szpitali-burknęłam pod nosem, ale on to niestety usłyszał.
-Nie ma się czego bać-odrzekł i zaprowadził mnie do gabinetu. Po jakiś 30 minutach wyszłam z gabinetu o kulach i nowym prezencie w formie gipsu. Podziękowałam chłopakowi i ruszyłam w stronę domu. 20 minut później byłam w moim małym domku. W kuchni leżała kartka
      .... Cześć kochanie, przepraszamy, że znów nas nie ma, ale musieliśmy wyjechać, by załatwić pewną bardzo ważna sprawę. Pieniądze masz tam gdzie zawsze. Wrócimy za 5 dni. Kochamy Cię. Buziaczki. Mama i tata. :)

 Przyzwyczaiłam się, ze nie ma ich ciągle domu. W końcu jak to kiedyś mi powiedzieli. Ktoś w tym domu musi zarabiać, by nie brakło mi niczego. Nie będę przecież użalać się nad sobą, więc wzięłam z blatu ciastka oraz moja ulubioną kawę i poszłam do salonu, by obejrzeć następne części Step up. 

Byłam tak zapatrzona w ekran telewizora, że nie zauważyłam iż jest już ta godzina. Wzięłam szybki prysznic i udałam się do krainy snu. W pewnym momencie zadzwoniła moja komórka, ale byłam tak padnięta, że nie chciało mi się stawać.
-Zobaczę jutro-powiedziałam do siebie i zasnęłam. 
~~~~~~~~~~~~~
Hej. Co sądzicie o tym rozdziale?? Mi nie za bardzo się podoba. Przepraszam, że tak późno. Natsepny Jeszcze przed 25 czerwca. :)
                                                              Adel xD

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Chapter Five "Impreza jest super, ale dzień po niej już nie...."

Na głowie miał brązowa-czarną czuprynę. Ubrany był w dżinsowe spodnie i baseballówkę.Jego wzrok powalał mnie na kolana, ale w ostatniej chwili się jakoś ogarnęłam.
-To co? zaczynamy imprezę?-krzyknęłam
-Tak!-odkrzyknęli wszyscy i zaczęła się impreza na miarę XXI wieku.
                                             Około 5 godzin później
 Impreza jak to impreza dawno się już rozkręciła. Po parkiecie szaleli ludzie. Na samym końcu sali
znajdował się genialny DJ Marco. Serwował na przemian szybkie i wolne piosenki. Mimo, że to moje 17-ste urodziny na nich co musiało się znaleźć?? No oczywiście alkohol. Nie żeby było go dużo, ale też mało nie było. Po długich rozmyślaniach doszłam do wniosku, że jednak było warto zrobić urodziny. Na środku parkietu szalała moja przyjaciółka, a wokół niej pełno chłopaków. No czegóż się dziwić -brzydka to ona nie jest. Nagle koło mnie pojawił się chłopak, którego szukałam od początku imprezy. No jestem taka głupia, ze nawet nie zapytałam się kogoś jak ma na imię. 
-Hej!- krzyknął do mnie, co tak ledwie, że usłyszałam.
-Cześć! Znamy się?-spytałam zaciekawiona
-Nie, raczej nie. Przeprowadziłem się tutaj z drugiego końca miasta.-spojrzał na mnie uśmiechnięty. Uśmiech to ma powalający. Może już przesadzam?? - Przepraszam gdzie moje maniery. Nazywam się Hugo Cooldige.- wyciągnął do mnie rękę.
-Ja jestem Joanna Picoult, a dla przyjaciół Joan.-uścisnęłam jego dłoń.
-Zatańczymy?- Jasne,poczekaj chwilkę tylko zostawię drinka.- powiedziałam, a po chwili już tańczyliśmy na parkiecie. Nawet dobrze tańczy. Przetańczyliśmy może 4 lub 5 piosenek i poszliśmy do baru.
-Co chcesz do picia?-spytał się mnie
-Nie wiem, zdaję się na Ciebie-odpowiedziałam z uśmiechem. Pochylił się do barmana i coś mu powiedział. Moment później rozmawiając z Hugo sączyłam tęczowy drink. 
- Czemu się przeprowadziłeś?-spytałam się jego
-Po prostu tu mam szkołę z kierunkiem na który chciałem iść a tam nie było takiej.-odpowiedział z zamyśleniem-uprzedzając twoje pytanie złożyłem dokumenty do szkoły tanecznej.
-łał- tyle zdołałam wydusić
-Jeżeli można się spytać to do jakiej szkoły masz zamiar iść?- spytał trochę zmieszany
-Ależ można, myślałam o szkole gimnastyki akrobatycznej. Od małej dziewczynki podziwiałam tych ludzi. Postanowiłam sobie wtedy, że zrobię wszystko by spróbować. Jeżeli nie wyjdzie- trudno, ale zawsze trzeba próbować, bo życie jest za krótkie by długo podejmować decyzję. Raz się żyje-skończyłam mówić i pomyślałam o mojej cioci, która zmarła w wieku 24 lat. Zdążyłam ją odwiedzić w szpitalu. W myślach przywołuje sobie tą rozmowę:
- Joan, to koniec...-powiedziała
-Nie, ciociu tak nie mów, proszę..-odpowiedziałam szlochając
-Proszę nie przerywaj... Nie zdążyłam zrobić tylu rzeczy... teraz tego żałuje.. rok temu nie powiedziałam pewnej osobie że ją kocham... popełniłam błąd... nie dążyłam do spełnienia marzeń twierdząc, że mam jeszcze długie życie...-przerwała na chwilę łamiącym się głosem- Proszę nie popełnij tego samego błędu, korzystaj z życia na maksa, jeżeli coś czujesz do jakieś osoby powiedz to jej, bo nigdy nie wiadomo kiedy odejdzie ona albo ty z tego świata..obiecujesz??
-obiecuje, obiecuje... proszę nie umieraj..musisz żyć, nie opuszczaj mnie- powiedziałam do niej
- Ja umieram i kończę życie, ale zaczynam nowe w niebie, będę twym aniołem stróżem tylko pamiętaj  nie żałuj żadnych decyzji i żyj....-jej szkarłatne oczy zamknęły się, przez twarz przeszedł uśmiech i opuściła mnie na zawsze, ręka straciła w sile i puściła mnie. Rozpłakałam się... była to moja najlepsza przyjaciółka, mam teraz inne ale one nie zastąpią jej. Zawsze pozostanie pustka we mnie.
      Położyłam ręce na barze i w nich ukryłam swą twarz oraz łzy, w których wylałam cierpienie. Poczułam uspakajający głoś Hugo. Uspokoiłam się i postanowiłam dotrzymać obietnicy. Bo to ona teraz była najważniejsza. Ale wcześniej usłyszałam pytanie chłopaka:
-Jeśli chcesz nie musisz mówić, lecz co się stało?-znowu łzy otuliły moją twarz-oczywiście nie nalegam-od razu zaprzeczył
-Powiem Ci, przynajmniej to z siebie wyrzucę- opowiedziałam cała historię, i wiecie co? ulżyło mi. Teraz czułam się jak z każdym krokiem byłabym coraz wyżej nieba. Wypiłam następny drink i uśmiechem ruszyłam na środek parkietu. W końcu to moja impreza, nie? Popatrzyłam na zdezorientowanego chłopaka dołączającego do mnie. Tańczyliśmy i bawiliśmy się jak inni goście co jakiś czas popijając tęczowymi procentami. Pamiętam jak tańczyłam na barze .... Ktoś brał mnie na ręce..., 
 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~
                    ale kto?? To dowiecie się w następnym rozdziale. Mam nadzieję ze wam się podoba. 
                                                                                                  Adel xD
     



wtorek, 28 maja 2013

Chapter fourth. "Życie nastolatka nie jest tak łatwą rzeczą"

Cała w skowronkach, śpiewając moją ulubiona piosenkę Audiofeels -Otherside http://www.youtube.com/watch?v=aXmW9zctXI4& zeszłam do kuchni by coś przegryźć przed imprezą. No więc tak: jest 9:00, impreza jest o 19:00, Mam jeszcze dziesięć godzin do siebie. Z czego jakieś 2 i pół godziny na przygotowanie. Otwieram lodówkę, a tam co widzę?? No właśnie nic. to już mam zadanie na następne pół godziny. Poszłam się przebrać. Ponieważ na dworze było chłodno a do sklepu miałam jakieś kilometr założyłam niebieskie rurki,białą bluzkę z nadrukiem do tego skórzaną beżową kurtkę i w tym samym kolorze balerinki. stanęłam we drzwiach zabrałam torebkę i klucze po czym wyszłam na wędrówkę. Po jakiś 15 minutach byłam w sklepie. Kupiłam pieczywo oraz moje ukocha żelki Frugo i poszłam do domu. Zjadłam tosty i popiłam sokiem po czym ruszyłam do ogrodu. Ponieważ moja cera była koloru kości słoniowej , więc postanowiłam poopalać się. Rzuciłam się na leżak w uszy włożyłam słuchawki i zamknęłam oczy. Nie wiedząc kiedy zasnęłam. Budząc się poczułam okropne pieczenie, nie to nie możliwe, czyżbym zasnęła na słońcu...... Omg, zebrałam szybko rzeczy i wbiegłam do domu w celu znalezienia kremu. A nóż mi się uda. Otwarłam szafę i ujrzałam krem.
-Jest!! Yeah!! Jupi!!-trzymałam krem w ręce i się smarowałam oraz darłam się na cały głos. Zgarnęłam ręcznik po czym udałam się do łazienki. Może byłam tam godzinę może półtorej ale opłacało się.
Poszłam do pokoju i ubrałam się w moja sukienkę. Była to szaro-brązowa kreacja. na wysokości piersi widniała kokardka. A z lewej strony było wycięcie. Całość dopełniłam różowymi paznokciami i złotym pierścionkiem. Włosy zostawiłam rozpuszczone lecz je potraktowałam lekko lokówką. na nogi założyłam czarne buty na platformie z ćwiekami. I efekt gotowy. Jeszcze lekki makijaż, a nie.. dzisiaj będzie zauważalny i to bardzo. W końcu raz ma sie 17-stkę. I wybiła 19.00 zamówiłam taksówkę i ruszyłam pod dany adres. Otworzyłam drzwi od klubu, a tam pełno ludzi.  Sama sie dziwie ze ich wszystkich znam, Oj trudno będzie przebić za rok odbywającą się 18, ale tak to jest gdy imprezę szykuje ci przyjaciółka.
       Gdy weszłam, DJ przestał grać, a wszyscy patrzeli na mnie. Patrzyłam po twarzach wszystkich, lecz mój wzrok przykuł jeden osobnik, a dokładniej chłopak. Był, a przepraszam jest przystojny. Na głowie miał brązowa-czarną czuprynę. Ubrany był w dżinsowe spodnie i baseballówkę.Jego wzrok powalał mnie na kolana, ale w ostatniej chwili się jakoś ogarnęłam.
-To co? zaczynamy imprezę?-krzyknęłam
-Tak!-odkrzyknęli wszyscy i zaczęła się impreza na miarę XXI wieku.

~~~~~~~~~~~~~~~~
No wiec kolejny rozdział. Nie wyszedł tak jak chciałam. Jak widzicie pojawił się nowy bohater.  Dodałam go poniżej oraz ukarze się w części z bohaterami.  Ten rozdział dedykuje Marcie, Koli oraz genialnemu człowiekowi, który wymyślił imię i nazwisko nowego bohatera. dziękuje wam.
                                                                           Adel xD

A oto nowy bohater:
*Hugo Cooldige
   -  18 lat,
  - jak na swój wiek jest bardzo opiekuńczy i mądry,
  - nie miał nigdy dziewczyny
  -ulubiony zespół muzyczny i sportowy: The Donnas, Arsenal Londyn
-Marzenie: mieć dziewczynę której nie zależy na pieniądzach, lecz na szczęściu i miłości.
 -hobby: skateboard i rysowanie.

sobota, 25 maja 2013

"Coś od serca..."

Cześć czytelniku! Wiem, że powinnam dodać rozdział lecz go jeszcze nie skończyłam, ale napisałam coś od serca. Nawet nie wiem jak to zrobiłam, chyba kierowała mnie jakaś inna dusza. Zapraszam do przeczytania. Jeżeli wam się podoba napiszcie komentarz, ale w razie gdyby wam się to nie podobało też napiszcie komentarz. wystarczy jakaś buźka, nic więcej.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 * Nie sięgam pamięcią w przeszłość, nie dlatego, ze mam krótką pamięć, lecz dlatego, że wolę zapomnieć o nie których wydarzeniach, lecz dzięki nim mam lepszą wiarę w wymarzoną przyszłość.
 Mimo, że wolę i nich zapomnieć, wiem, że nie popełnię ich nigdy więcej. 
Nie pozwolę sobie, by zniszczyły mi życie.
 * Kilka dni wcześniej wierzyłam w niego, żyłam nim.
 Był jak narkotyk, który jak raz się weźmie to nie przestaniesz, uzależniłam się.... aż do momentu...
*Nie sięgam pamięcią w przyszłość, by nie zniszczyć teraźniejszości, by nie myśleć co stanie się później, wcale tego nie żałuje, lecz od nich nie da się odpędzić.
 Odpływają, a po chwili wracają ze zdwojoną siłą i prędkością. Po woli niszcząc mi psychikę
 * Kilka dni wcześniej wierzyłam w niego, żyłam nim. 
Był jak narkotyk, który jak raz się weźmie to nie przestaniesz, uzależniłam się.... aż do momentu...
* Moja pamięć zatrzymuje się na teraźniejszości, by nie cierpieć, by korzystać z życia maksymalnie..
Każdy dzień jest dla mnie jedną wielką grą, która kiedyś się skończy, ale w grze będę miała drugie, trzecie życie, a tutaj nie. 
  Tylko jedno życie, czy aż jedno życie?
*Porzuciłam mój narkotyk, by stanąć o własnych siłach. 
Nie myślałam, że będzie to takie łatwe, wystarczyło włączyć mózg, zniknął, przepadł na zawsze...         a może jednak nie?
Przez chwilę było dobrze, minął tydzień, dwa... -cios- spotkałam go, organizm zaczął domagać się życiodajnego narkotyku...
-"Pamiętaj zawsze będziesz w moim sercu, które mimo, ze tle przez ciebie wycierpiało nie może żyć bez ciebie.... Żegnaj, nie zapomnę o Tobie.."- po woli opuszczałam ten świat,
Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, ze nie ujrzę go już nigdy. Popełniłam błąd.... za późno.

piątek, 17 maja 2013

Chapter Three "Tak minęło sporo czasu.."

-Cześć, jestem Joanna, ale możesz mówić Joan, w ogóle jak chcesz-powiedziałam trochę skrępowana
-Hej, a ja jestem Luiza- odpowiedziała, teraz już znajoma. 
-A możesz opowiedzieć coś o sobie?-spytałam i jakoś czas nam zleciał. Później miedzy przerwami ja opowiedziałam jej całe życie, bo wiedziałam, ze jej można zaufać. podczas ostatniej przerwy dołączyła do naszej "sekty" niejaka Olga. 
    Pod koniec dnia, mimo, ze mogłoby się wydawać, że mało się znamy i tyle co się spotkałyśmy, to my tworzyłyśmy zgraną grupkę co było wyjątkiem w naszej klasie. Następnego dnia wchodząc do szkoły gdy je zobaczyłam przywróciło mi sens do życia, bo wiedziałam, ze przyjaźń z nimi to będzie jedna wielka przygoda, ale z drugiej strony bałam się właśnie tego bo jak wcześniej wspominałam jestem raczej ogarniętą, nieśmiałą dziewczyną.
    Dzień nam minął jak poprzedni tylko tyle, ze już trochę lżejszy. Wróciłam do mojej chatki, a raczej mojej i rodziców, rzuciłam torbę z książkami na schody i udałam się do kuchni a bardziej rzecz ujmując do lodówki, z której wyciągam butelkę wody i pudełko lodów oczywiście truskawkowych. Poszłam do niewielkiego salonu z dużym oświetleniem i usiadłam przed            telewizorem, by obejrzeć film, który oglądałam już z pięćdziesiąt razy,  ale za każdym razem płacze... Jest to Titanic. Wiem, że czytając ten tytuł może się wam wydawać, ze jest oklepany i ile razy można ten film oglądać, ale są tacy ludzie, ze właśnie bardziej lubią stare dramaty, komedie romantyczne niż horrory i ja właśnie taka jestem. Moje plany skończyły się wraz ze skończeniem owego filmu, więc postanowiłam trochę potrenować bieganie, bo niebawem mamy właśnie biegać w szkole na ocenę.
Na rozgrzewkę pobiegłam truchtem przez pobliski park, zrobiłam kółko wokół fontanny i biegałam jeszcze jakieś 10 minut. Chyba trochę przesadziłam z bieganiem, bo wchodząc do domu nie miałam już siły, więc mój marsz po schodach wyglądał na pełzanie a nie chodzenie. Z dużym trudem doszłam do łazienki, po czym wzięłam prysznic i udałam się do pokoju gdzie odrobiłam lekcje i można spać Łii!! Gdy przykrywałam się kołderką, byłam przekonana, ze to ja bardziej potrzebuje łóżka niż ono mnie i z tą myślą zasnęłam.
                                 
                        * 4 lata później

-Pi, Pi !! Pi, Pi!!- Kto śmie mnie budzić o tak wczesnej porze, zadawałam sobie to pytanie. Ale nie doczekałam się odpowiedzi, więc zmuszona byłam otworzyć moje jakże piękne paczydełka, i co tam ujrzałam?? No oczywiście mojego genialnego budzika. Przez  chwilę byłam jeszcze zdenerwowana, a moment później miałam już uśmiech na ustach, bo wiedziałam, że właśnie dzisiaj obchodzę swoje 17 urodziny. Oj imprezka się szykuje. Z początku miało nie być, ponieważ nie lubię jakiś tłocznych imprez, ale w końcu przyjaciółki i przyjaciele przekonali mnie do tego. Nie wspominałam wam, ale w ciągu tych czterech lat dużo się pozmieniało, kiedyś byłam cichą, nieśmiałą osobą, a teraz zmieniłam się na bardziej otwartą na ludzi dziewczyną, czasami o wybuchowych pomysłach, a to wszystko dzięki moim przyjaciołom. Moimi przyjaciółmi jest Olga, Luiza oraz Jakub Gazdecki i Filip Harris.
   Od mniej więcej trzech lat tworzymy zgrana paczkę przyjaciół. I to dzięki nim zrozumiałam co to żyć pełnią życia.....

~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I oto kolejny rozdział. Zapraszam do czytania dalszej historii tych bohaterów. Zapraszam do komentowania, ale nie zmuszam.                      
                                                                                   Adel xD

poniedziałek, 13 maja 2013

Chapter Two "... dopóki ich nie poznałam"

"..Na każdym z nas malował się niepokój i jakby minimalny strach ale też szczęście z nowej przygody.....Ten dzień był początkiem mojego nowego życia oraz przygody, której wcale- teraz po tych kilku latach nie żałuję.."
  Równo o godzinie 8 na środek hali gimnastycznej-teraz przerobionej na cel apelu w pomieszczenie o wesołym uczuciu- wyszedł sam dyrektor. Zaczął jak zawsze od słów"Mam nadzieję, że wszyscy wrócili do szkoły zdrowi, cali i wypoczęci.." Później gadał jeszcze do nas jakąś godzinę i mogliśmy rozejść się do klas. Wchodząc do dużego pomieszczenia oświetlonego dobrze przez słońce, poczułam się lepiej i mimo wiele nieznanych mi osób do końca czułam się już świetnie. Rozmyślałam o kolejnych dniach, aż tu nagle usłyszałam:
- więc na dzisiaj tyle. Do zobaczenia jutro.-powiedziała nauczycielka i wszyscy zaczęli się rozchodzić, ja oczywiście też od razu wyszłam i ruszyłam w słońcu do domu gdzie po dotarciu od razu się przebrałam w krótkie dżinsowe spodenki i bluzkę na ramiączkach.
Miałam w zamiar wyjść na dwór do ogrodu więc na nosek wcisnęłam okularki i można iść jak na wojnę. Nie no, żartuję... Tak naprawdę wyszłam na taras domu i wywaliłam się do góry plackiem. Po jakieś godzinie wstałam i udałam się do kuchni, wypiłam soczek i weszłam na tt oraz neta by posłuchać mojego ulubionego zespołu czyli... One Direction!!!. Genialna ja tak długo ich słuchałam ze zapomniałam o jutrzejszej szkoły, wzięłam prysznic i spakowałam się na jutro. Niewiedzac kiedy zasnęłam.

Obudziły mnie krzyki mojej mamy:
-córciu, schodźże na śniadanie bo nie zdążysz do szkoły!
-chwila, chwilka mamuś, a która jest godzina?- spytałam głosem który na moje był jeszcze w krainie snu
-7:45-słyszałam po czym jak głupia zerwałam się z łóżka i pobiegłam z ciuchami do łazienki.Zbiegajac do kuchni zachaczyłam o kwiatka który bez fortunie spadł. Na chwilę się zatrzymałam i biegłam dalej by po drodze zgarnąć jabłko i sok, o czym udałam się do szkoły.
Od razu poszłam do swojej klasy ponieważ usłyszałam dzwonek na te nieszczęsne lekcje. Pierwsza była muzyka która zajmowała numer jeden na mojej ulubionej liście lekcji. usiadłam w jednej z ostatnich ławek gdzie spotkałam rudowłosą dziewczynę, wiedziałam, ze z nią można będzie się dogadać i wcale się nie pomyliłam..
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ten rozdział jest trochę krótszy, ale następny rozdział obiecuję , że będzie już normalny.
                                       Adel xD


środa, 8 maja 2013

Chater One -"Moje życie było inne......"

                                               Drogi Pamiętniczku!!                                               01.09.2007r.

     A więc dawno nie zaszczyciłam Cię swoją obecnością i wpisami, wiem, że źle uczyniłam i bardzo żałuje.... STOP!! Przecież nie jestem na spowiedzi w kościele!! Co się ze mną dzieje?? A to opowiem ci później.  Jak codziennie opowiem i powierzę Tobie, kochany moje tajemnice.. troski i miłości, bo wiem, ze Tobie jedynemu mogę zaufać. Ale co będę Ci zajmować czas lepiej wróćmy do dzisiejszego ranka.
          Obudziło mnie przyjazne nastawione do mnie słońce oraz śpiew ptaków, siedzących na pobliskich drzewach rosnących obok naszego domu. Po raz pierwszy od dwóch miesięcy, nie byłam przyjaźnie nastawiona do tegoż pięknego jakże poranka.(sarkazm). To właśnie dzisiaj miałam rozpocząć nowy rok szkolny i poznać nowych ludzi z czym bardzo się bałam. Bo jak dziewczyna o moim spokojnym i nieśmiałym usposobieniu miała nagle zacząć rozmawiać z osobami, których nie zna?? No właśnie. Sama nie wiedziałam co wtedy zrobić, gdy ich spotkam... Może od razu iść do domu, albo może zaszyć się w koncie?? Nie, bo wtedy wyjdę na tchórza.. Ale przecież taka jestem!! Dobra koniec tych rozczarowań, lepiej się ubrać i wyjść. Im szybciej wyjdziesz tym szybciej się skończy ten dzień- mówiłam sobie w myślach do siebie, mimo, że uważałam się za normalną dodawałam sobie otuchy poprzez rozmowę z samą sobą w myślach. Wracając do rzeczywistości
spoglądnęłam na zegarek stojący obok mojego skromnego łóżka. Na nocnej szafce zawsze znajdowała się lampka w razie potrzeby zaświecenia jej w nocy lub późnymi wieczorami, gdy czytałam książkę. Na przeciw łóżka stało białe, solidne biurko gdzie miałam swój własny komputer. Lubiłam i nadal lubię czytać książki, więc nad biurkiem zawieszona była półka zapełniona książkami. Oczywiście w moim skromnym pokoju nie zabrakło szaf- z miejscami na moje ubrania,- które również były w białym kolorze. Pomieszczenie było utrzymane w jasnych kolorach toteż światło wpadające przez duże okno nadawało pokoju wyglądu niczym w niebie, oświeconego gwiazdami i słońcem.Mimo, że zawsze dopiero rano zaglądałam do szaf by złożyć strój na dany dzień, dziś był wyjątkowy dzień, więc miałam już przygotowany wcześniej by nie tracić swojego czasu. Od razu ruszyłam do łazienki gdzie spędziłam około 30 minut na prysznicu i rozczesywaniu moich blond włosów. jeszcze tylko trochę kremu i gotowe. Po tych porannych czynnościach wróciłam do pokoju gdzie ubrałam się w czarną spódniczkę oraz biała bluzkę. Wychodząc z mojej oazy spokoju zarzuciłam na plecy czarny oczywiście żakiecik. Schodząc po schodach prawie się wywróciłam ponieważ strasznie trzęsły mi się nogi. Usiadłam w kuchni i zjadłam jakże pożywne płatki kukurydziane z ciepłym mleczkiem.... mmm Pycha!  Spoglądnęłam jeszcze raz na zegarek i przestraszona godziną, założyłam buty i wzięłam torebkę po czym wyszłam z domu i
ruszyłam do szkoły. Oddalonej od mojej chatki(tak nazywałam dom) o jakieś 900 metrów na wchód dzięki czemu idąc pod słońce rankiem nigdy nie było mi zimno. 

    Będąc coraz bliżej owej szkoły nieprzypominajacej szkołę XXI wieku czułam coraz się coraz gorzej. Wydawało mi się, ze wszystkie pary oczu są zwrócone ku mojej osobie, mimo, ze wcześniej już tu chodziłam do szkoły. Jak już wcześniej wspomniałam chodziłam tu do szkoły, a myślałam ze ona jest w ogóle inna niż zawsze. Po placu kiedyś biegały dzieci, uśmiechnięte od ucha do ucha, wszystkie bez wyjątku ubrane na kolorowo. A teraz?? a teraz żadne nie śmiało się tak jak tego pamiętnego dnia. Na ich twarzach nie gościły uśmiechy, lecz grymasy smutku może nadzieji na lepszy rok. Żadne nie odważyło się ruszyć, biegać czy skakać by nie zniszczyć swojego cudownego a zarazem eleganckiego stroju złożonego z dwóch kolorów: czarnego i białego. Gdy wchodząc do pomieszczenia gdzie miał odbyć się apel ocknęłam się i z również nieudanym grymasem dotarłam do miejsca przeznaczonego do mojej klasy. Wydawało się, ze było nas tak mało a teraz jakby każdy się rozdwoił. I właśnie to zniechęciło mnie do siadania w centrum siedzeń, więc usiadłam sie mało zauważalna z boku grupki. Na każdym z nas malował się niepokój i jakby minimalny strach ale też szczęście z nowej przygody.....Ten dzień był poczatkiem mojego nowego zycia oraz przygody, której wcale- teraz po tych kilku latch nie żałuję

                    ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hello!! witajcie. Oto zaprezentowałam wam swój pierwszy rozdział. Mam nadzieję, ze wam się spodobał. Komentujcie. piszcie szczerze. Wiele dla mnie to znaczy. :)
                                                                  Adel