niedziela, 23 czerwca 2013

Powiadomienie

Cześć. Niestety muszę zawiesić bloga, ponieważ mimo, iż jest koniec roku szkolnego i zbliżaja się wkacaje nie mam po prostu weny, ani za dużo czasu. Możliwe, ze w wakacje pojawi się jakiś rozdział, lecz nie obiecuje. Przepraszam Was, moi drodzy.
                                                                                           Adel <3

wtorek, 18 czerwca 2013

Chapter Seven "Nie zawsze życie musi być bajką..."

W pewnym momencie zadzwoniła moja komórka, ale byłam tak padnięta, że nie chciało mi się stawać.
-Zobaczę jutro-powiedziałam do siebie i zasnęłam. 
                            ~~~~~~~~~~~~
 Obudziłam się wraz ze wschodem słońca. Wstałam i udałam się do okna, po czym odsłoniłam żaluzje, a do pokoju wpadło mnóstwo światła rażącego w oczy. Wzięłam krótki prysznic i ubrałam  

białą sukienkę. Na nogi zarzuciłam japonki i zeszłam do kuchni w celu poszukaniu czegoś do jedzenia
-Może nie będzie tak źle?-powiedziałam do Siebie jak to miałam w zwyczaju. Gdy zaczęłam robić sobie kanapki zadzwoniła komórka, a ja przypomniałam Sobie o wczorajszym telefonie. Pobiegłam szybko do stolika i chwyciłam komórkę.
-Tak?-powiedziałam nie pewnym głosem
-Cześć córeczko-usłyszałam głos wesołej mamy
-Więc w jakiej sprawie dzwonisz?-spytałam miłym głosem, może aż trochę za sztucznym.
-Kochanie, mamy do Ciebie dobrą wiadomość. Otóż ten dom w którym obecnie mieszkasz jest Twój.-wykrzyknęła mama wraz z tatą. Totalnie mnie zamurowało. Nie na pewno robią sobie ze Mnie żarty.
-Ale jak to? A wy gdzie będziecie mieszkać? Przecież nie mam 18 lat!!-wykrzyknęłam na jednym oddechu-Jak możecie mnie zostawić samą??-Byłam bliska płaczu, powoli zsunęłam się po ścianie..
-My będziemy mieszkać na obrzeżach  Paryża. My Cię nie zostawiamy, tylko wiemy, ze sobie poradzisz. Poza tym Ojciec dostał dobra pracę w Paryżu dlatego się przenieśliśmy. Nie chcieliśmy Ciebie brać ze sobą, ponieważ wiemy ile dla Ciebie znaczą przyjaciele. Joan, pamiętaj my Ciebie kochamy. O pieniądze się nie martw, będziemy płacić za rachunki i dawać Ci pieniądze na zakupy i co tam jeszcze chcesz.-na chwile przerwała-Musze kończyć. Zadzwonię później. Pa. -powiedziała i tyle ją słyszałam. Inni na moim miejscu cieszyli by się, ale co ja mam zrobić? Zawsze mało czasu z nimi spędzałam, a teraz jeszcze wyjechali. Trudno jakoś trzeba żyć dalej. Najlepiej będzie jak zapomnę. Poszłam do kuchni zjadłam tosty i wypiłam herbatę. Postanowiłam się przejść i tak zrobiłam. Na dworze było ciepło, aż za bardzo. W końcu to Hiszpania. Wolnym krokiem udałam się w stronę plaży. Z oddali zobaczyłam, iż moje miejsce jest wolne.. jak zawsze.
Była to mała jaskinia, do której by dotrzeć, trzeba było przeprawić się kawałek przez morze, ale było warto.  To było, jest i nadal będzie miejsce w, którym mogę pobyć sama ze swoimi problemami. Mogę tam użerać się nad sobą lub tańczyć i śmiać się jak opętana. Wiedziałam, ze tam nikt mnie nie znajdzie.
-Czemu ja?-spytałam się morza. Czy nie mogę mieć normalnych rodziców, dla których będzie ważniejsza miłość niż pieniądze? Czy oni nie mogą mnie kochać, czy nie możemy spędzać popołudni niedzielnych? Mogłabym nawet mieszkać w jakimś starym domu i mieć blisko siebie rodziców, niż mieszkać w pięknym domu i z rodzicami, przepraszam, bez rodziców, dla których ważniejsze są pieniądze  i praca. Oni chcą dla mnie dobrze, lecz nie wiedzą jak przez to cierpię. Położyłam się na pisaku i zaczęłam płakać.. tak, to mi pomogło choć trochę. Usłyszałam jakieś głosy za moimi plecami...Obróciłam się, a on zaraz podbiegł i przytulił.. W jego ramionach czułam się bezpiecznie i tego mi brakowało przez dotychczasowe życie....

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
                Rozdział dedykuję Marcie, Monice, Kornelii oraz Genialnemu człowiekowi....
 Hej. Wiec jak wam się podoba rozdział? Mam nadzieję, ze nie jest tak źle. Następny rozdział będzie około 28 czerwca. Zapraszam. :)
                                                                     Adel xD

środa, 12 czerwca 2013

Chapter Six "A może jednak życie jest zaszczytem?"

"Pamiętam jak tańczyłam na barze .... Ktoś brał mnie na ręce...,"
   

Obudził mnie potworny ból głowy.. oho skutki imprezy urodzinowej. No ale przynajmniej nie zapomnę jej do końca swoich dni. Przewróciłam się  na bok, lecz nie wymierzyłam odpowiedniej odległości i spadłam na mój puszysty dywanik, który posłuży mi jako amortyzator upadku. Niestety głowa mnie bardziej bolała niż przedtem. Podniosłam się i zeszłam po kręconych schodach do
kuchni gdzie dopadłam butelkę wody. Po wypiciu zgarnęłam potrzebne na dzisiejszy dzień ubrania i ruszyłam pod prysznic. Po pół godzinnym prysznicu ubrałam się w niebieskie krótkie spodenki oraz białą bokserkę. Na nogi włożyłam białe trampki, a w rękę wzięłam baseballówkę i po zamknięciu domu wyruszyłam na spacer po pobliskim parku. Jakieś pięć minut później stwierdziłam, że dobrze by było trochę pobiegać, więc w uszy włożyłam słuchawki, z których poleciały piosenki zespołu The Script. Nie wiem ile czasu minęło, ale nagle poczułam przeszywający ból w kostce. 
-Jeszcze tego brakowało! -powiedziałam do siebie i dopełzłam do ławki. Ból był nie do zniesienia. Ujrzałam koło siebie kucającego chłopaka..
-Hugo??- spytałam z lekkim grymasem na twarzy
-Tak, tak mi się wydaje, ze jestem Hugo.-odparł rozbawiony przez co ja również  się uśmiechnęłam. Poczułam jego ciepłą dłoń na kostce, syknęłam od razu, a do oczu napłynęły mi łzy.
-To nie wygląda za dobrze-odezwał się do mnie i patrząc czule na kostkę a potem na moją twarz. To prawda, i jak ja będę ćwiczyć? Przecież zapisałam się do szkoły. Uch, same problemy.
-Wstawaj!-rozkazał. patrzyłam na niego pytającym wzrokiem-No dalej, trzeba cię zawieść do szpitala-W tym momencie nie chętnie wstałam, a po chwili byłam już w szpitalu.
-Nie nienawidzę szpitali-burknęłam pod nosem, ale on to niestety usłyszał.
-Nie ma się czego bać-odrzekł i zaprowadził mnie do gabinetu. Po jakiś 30 minutach wyszłam z gabinetu o kulach i nowym prezencie w formie gipsu. Podziękowałam chłopakowi i ruszyłam w stronę domu. 20 minut później byłam w moim małym domku. W kuchni leżała kartka
      .... Cześć kochanie, przepraszamy, że znów nas nie ma, ale musieliśmy wyjechać, by załatwić pewną bardzo ważna sprawę. Pieniądze masz tam gdzie zawsze. Wrócimy za 5 dni. Kochamy Cię. Buziaczki. Mama i tata. :)

 Przyzwyczaiłam się, ze nie ma ich ciągle domu. W końcu jak to kiedyś mi powiedzieli. Ktoś w tym domu musi zarabiać, by nie brakło mi niczego. Nie będę przecież użalać się nad sobą, więc wzięłam z blatu ciastka oraz moja ulubioną kawę i poszłam do salonu, by obejrzeć następne części Step up. 

Byłam tak zapatrzona w ekran telewizora, że nie zauważyłam iż jest już ta godzina. Wzięłam szybki prysznic i udałam się do krainy snu. W pewnym momencie zadzwoniła moja komórka, ale byłam tak padnięta, że nie chciało mi się stawać.
-Zobaczę jutro-powiedziałam do siebie i zasnęłam. 
~~~~~~~~~~~~~
Hej. Co sądzicie o tym rozdziale?? Mi nie za bardzo się podoba. Przepraszam, że tak późno. Natsepny Jeszcze przed 25 czerwca. :)
                                                              Adel xD

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Chapter Five "Impreza jest super, ale dzień po niej już nie...."

Na głowie miał brązowa-czarną czuprynę. Ubrany był w dżinsowe spodnie i baseballówkę.Jego wzrok powalał mnie na kolana, ale w ostatniej chwili się jakoś ogarnęłam.
-To co? zaczynamy imprezę?-krzyknęłam
-Tak!-odkrzyknęli wszyscy i zaczęła się impreza na miarę XXI wieku.
                                             Około 5 godzin później
 Impreza jak to impreza dawno się już rozkręciła. Po parkiecie szaleli ludzie. Na samym końcu sali
znajdował się genialny DJ Marco. Serwował na przemian szybkie i wolne piosenki. Mimo, że to moje 17-ste urodziny na nich co musiało się znaleźć?? No oczywiście alkohol. Nie żeby było go dużo, ale też mało nie było. Po długich rozmyślaniach doszłam do wniosku, że jednak było warto zrobić urodziny. Na środku parkietu szalała moja przyjaciółka, a wokół niej pełno chłopaków. No czegóż się dziwić -brzydka to ona nie jest. Nagle koło mnie pojawił się chłopak, którego szukałam od początku imprezy. No jestem taka głupia, ze nawet nie zapytałam się kogoś jak ma na imię. 
-Hej!- krzyknął do mnie, co tak ledwie, że usłyszałam.
-Cześć! Znamy się?-spytałam zaciekawiona
-Nie, raczej nie. Przeprowadziłem się tutaj z drugiego końca miasta.-spojrzał na mnie uśmiechnięty. Uśmiech to ma powalający. Może już przesadzam?? - Przepraszam gdzie moje maniery. Nazywam się Hugo Cooldige.- wyciągnął do mnie rękę.
-Ja jestem Joanna Picoult, a dla przyjaciół Joan.-uścisnęłam jego dłoń.
-Zatańczymy?- Jasne,poczekaj chwilkę tylko zostawię drinka.- powiedziałam, a po chwili już tańczyliśmy na parkiecie. Nawet dobrze tańczy. Przetańczyliśmy może 4 lub 5 piosenek i poszliśmy do baru.
-Co chcesz do picia?-spytał się mnie
-Nie wiem, zdaję się na Ciebie-odpowiedziałam z uśmiechem. Pochylił się do barmana i coś mu powiedział. Moment później rozmawiając z Hugo sączyłam tęczowy drink. 
- Czemu się przeprowadziłeś?-spytałam się jego
-Po prostu tu mam szkołę z kierunkiem na który chciałem iść a tam nie było takiej.-odpowiedział z zamyśleniem-uprzedzając twoje pytanie złożyłem dokumenty do szkoły tanecznej.
-łał- tyle zdołałam wydusić
-Jeżeli można się spytać to do jakiej szkoły masz zamiar iść?- spytał trochę zmieszany
-Ależ można, myślałam o szkole gimnastyki akrobatycznej. Od małej dziewczynki podziwiałam tych ludzi. Postanowiłam sobie wtedy, że zrobię wszystko by spróbować. Jeżeli nie wyjdzie- trudno, ale zawsze trzeba próbować, bo życie jest za krótkie by długo podejmować decyzję. Raz się żyje-skończyłam mówić i pomyślałam o mojej cioci, która zmarła w wieku 24 lat. Zdążyłam ją odwiedzić w szpitalu. W myślach przywołuje sobie tą rozmowę:
- Joan, to koniec...-powiedziała
-Nie, ciociu tak nie mów, proszę..-odpowiedziałam szlochając
-Proszę nie przerywaj... Nie zdążyłam zrobić tylu rzeczy... teraz tego żałuje.. rok temu nie powiedziałam pewnej osobie że ją kocham... popełniłam błąd... nie dążyłam do spełnienia marzeń twierdząc, że mam jeszcze długie życie...-przerwała na chwilę łamiącym się głosem- Proszę nie popełnij tego samego błędu, korzystaj z życia na maksa, jeżeli coś czujesz do jakieś osoby powiedz to jej, bo nigdy nie wiadomo kiedy odejdzie ona albo ty z tego świata..obiecujesz??
-obiecuje, obiecuje... proszę nie umieraj..musisz żyć, nie opuszczaj mnie- powiedziałam do niej
- Ja umieram i kończę życie, ale zaczynam nowe w niebie, będę twym aniołem stróżem tylko pamiętaj  nie żałuj żadnych decyzji i żyj....-jej szkarłatne oczy zamknęły się, przez twarz przeszedł uśmiech i opuściła mnie na zawsze, ręka straciła w sile i puściła mnie. Rozpłakałam się... była to moja najlepsza przyjaciółka, mam teraz inne ale one nie zastąpią jej. Zawsze pozostanie pustka we mnie.
      Położyłam ręce na barze i w nich ukryłam swą twarz oraz łzy, w których wylałam cierpienie. Poczułam uspakajający głoś Hugo. Uspokoiłam się i postanowiłam dotrzymać obietnicy. Bo to ona teraz była najważniejsza. Ale wcześniej usłyszałam pytanie chłopaka:
-Jeśli chcesz nie musisz mówić, lecz co się stało?-znowu łzy otuliły moją twarz-oczywiście nie nalegam-od razu zaprzeczył
-Powiem Ci, przynajmniej to z siebie wyrzucę- opowiedziałam cała historię, i wiecie co? ulżyło mi. Teraz czułam się jak z każdym krokiem byłabym coraz wyżej nieba. Wypiłam następny drink i uśmiechem ruszyłam na środek parkietu. W końcu to moja impreza, nie? Popatrzyłam na zdezorientowanego chłopaka dołączającego do mnie. Tańczyliśmy i bawiliśmy się jak inni goście co jakiś czas popijając tęczowymi procentami. Pamiętam jak tańczyłam na barze .... Ktoś brał mnie na ręce..., 
 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~
                    ale kto?? To dowiecie się w następnym rozdziale. Mam nadzieję ze wam się podoba. 
                                                                                                  Adel xD