wtorek, 18 czerwca 2013

Chapter Seven "Nie zawsze życie musi być bajką..."

W pewnym momencie zadzwoniła moja komórka, ale byłam tak padnięta, że nie chciało mi się stawać.
-Zobaczę jutro-powiedziałam do siebie i zasnęłam. 
                            ~~~~~~~~~~~~
 Obudziłam się wraz ze wschodem słońca. Wstałam i udałam się do okna, po czym odsłoniłam żaluzje, a do pokoju wpadło mnóstwo światła rażącego w oczy. Wzięłam krótki prysznic i ubrałam  

białą sukienkę. Na nogi zarzuciłam japonki i zeszłam do kuchni w celu poszukaniu czegoś do jedzenia
-Może nie będzie tak źle?-powiedziałam do Siebie jak to miałam w zwyczaju. Gdy zaczęłam robić sobie kanapki zadzwoniła komórka, a ja przypomniałam Sobie o wczorajszym telefonie. Pobiegłam szybko do stolika i chwyciłam komórkę.
-Tak?-powiedziałam nie pewnym głosem
-Cześć córeczko-usłyszałam głos wesołej mamy
-Więc w jakiej sprawie dzwonisz?-spytałam miłym głosem, może aż trochę za sztucznym.
-Kochanie, mamy do Ciebie dobrą wiadomość. Otóż ten dom w którym obecnie mieszkasz jest Twój.-wykrzyknęła mama wraz z tatą. Totalnie mnie zamurowało. Nie na pewno robią sobie ze Mnie żarty.
-Ale jak to? A wy gdzie będziecie mieszkać? Przecież nie mam 18 lat!!-wykrzyknęłam na jednym oddechu-Jak możecie mnie zostawić samą??-Byłam bliska płaczu, powoli zsunęłam się po ścianie..
-My będziemy mieszkać na obrzeżach  Paryża. My Cię nie zostawiamy, tylko wiemy, ze sobie poradzisz. Poza tym Ojciec dostał dobra pracę w Paryżu dlatego się przenieśliśmy. Nie chcieliśmy Ciebie brać ze sobą, ponieważ wiemy ile dla Ciebie znaczą przyjaciele. Joan, pamiętaj my Ciebie kochamy. O pieniądze się nie martw, będziemy płacić za rachunki i dawać Ci pieniądze na zakupy i co tam jeszcze chcesz.-na chwile przerwała-Musze kończyć. Zadzwonię później. Pa. -powiedziała i tyle ją słyszałam. Inni na moim miejscu cieszyli by się, ale co ja mam zrobić? Zawsze mało czasu z nimi spędzałam, a teraz jeszcze wyjechali. Trudno jakoś trzeba żyć dalej. Najlepiej będzie jak zapomnę. Poszłam do kuchni zjadłam tosty i wypiłam herbatę. Postanowiłam się przejść i tak zrobiłam. Na dworze było ciepło, aż za bardzo. W końcu to Hiszpania. Wolnym krokiem udałam się w stronę plaży. Z oddali zobaczyłam, iż moje miejsce jest wolne.. jak zawsze.
Była to mała jaskinia, do której by dotrzeć, trzeba było przeprawić się kawałek przez morze, ale było warto.  To było, jest i nadal będzie miejsce w, którym mogę pobyć sama ze swoimi problemami. Mogę tam użerać się nad sobą lub tańczyć i śmiać się jak opętana. Wiedziałam, ze tam nikt mnie nie znajdzie.
-Czemu ja?-spytałam się morza. Czy nie mogę mieć normalnych rodziców, dla których będzie ważniejsza miłość niż pieniądze? Czy oni nie mogą mnie kochać, czy nie możemy spędzać popołudni niedzielnych? Mogłabym nawet mieszkać w jakimś starym domu i mieć blisko siebie rodziców, niż mieszkać w pięknym domu i z rodzicami, przepraszam, bez rodziców, dla których ważniejsze są pieniądze  i praca. Oni chcą dla mnie dobrze, lecz nie wiedzą jak przez to cierpię. Położyłam się na pisaku i zaczęłam płakać.. tak, to mi pomogło choć trochę. Usłyszałam jakieś głosy za moimi plecami...Obróciłam się, a on zaraz podbiegł i przytulił.. W jego ramionach czułam się bezpiecznie i tego mi brakowało przez dotychczasowe życie....

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
                Rozdział dedykuję Marcie, Monice, Kornelii oraz Genialnemu człowiekowi....
 Hej. Wiec jak wam się podoba rozdział? Mam nadzieję, ze nie jest tak źle. Następny rozdział będzie około 28 czerwca. Zapraszam. :)
                                                                     Adel xD

2 komentarze:

  1. Hej. Dziwię, się, że nie masz żadnego komentarza. Piszesz fajnie. Mi się podoba. Ale nie zawieszaj, pisz dalej. Może nie tak często, ale dawaj rozdział! xD
    Opowiadanie bardzo mi się podoba.
    Będę się starała częściej zaglądać :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje bardzo. Podniosłaś mnie na duchu. Dalej będę pisać. Jeżeli nikt inny nie będzie komentował to będę pisać dla Ciebie. :)

      Usuń