poniedziałek, 26 sierpnia 2013
niedziela, 18 sierpnia 2013
Cz. XVII
Przypomnienie..
-Kurcze, zauważyli nas-zwróciła się do Daniela
-No, masz rację. Trudno trzeba wyjaśnić to.-powiedział
-Witaj David. Twoja dziewczyna? Może już nie kochasz Hugo? Hm..?-spytała się chłopaka, lekko do niego się przybliżając i dźgając palcem wskazującym w jego klatkę piersiową. Było widać po niej, ze ledwie opanowuje się.
-To nie tak, jak myślicie..-powiedział Dav, lecz nie zdążył dokończyć, ponieważ Dan mu przerwał.
-A jak?!-spytał się
-Naprawdę kocham Sharoon. Z początku wydawało mi się, ze kocham go, lecz gdy ujrzałem ją, przekonałem się że nie. Wiem, że teraz wygląda to dziwnie na pewno macie do mnie żal.
-Czy Hugo wie? Jeżeli nie to kiedy mu powiesz?-
spytała się dziewczyna
-Wie. Dzisiaj mu powiedziałem-odrzekł
-Wie? I ty tak po prostu to mówisz?-spytała blond włosa, lekko się denerwując.
-No tak-powiedział David
-Zabije Cię, ty skurczybyku. Zabiję Cię, rozumiesz?! Zginiesz w piekle.-krzyknęła, po czym uderzyła go prawym sierpowym. No tak, nie wspominałem, że chodziła na boks, by się wyładować. Chłopak teraz leżał na piasku, a z nosa ciekła mu krew. Uuu.. Żeby oberwać od dziewczyny. Stop! O czym ty gadasz? Przecież miałem opisywać jej historię. Już dobrze. Wracam do naszej bohaterki. Dan odciągnął siłą dziewczynę od chłopaka i poszli od razu do Hugo.
*21:05, Joan,
*Dom Joan,
Nie myślałam, że wszystko się tak potoczy. Podsumowując ten dzień: Hugo i David nie są razem. David ma dzieczyn-Sharoon. Hugo pogodził się z końcem jego związku. Jedynym plusem tego dnia jest to, że zrozumiałam dzięki tej sytuacji, iż nie da się żyć w bajce oraz to, że w każdej chwili człowiek którego kochasz może odejść lub po prostu okaże się egoistyczną świnią, nie interesującą się czyimiś uczuciami. Mam nadzieję, że jutrzejszy dzień będzie lepszy. I z tym marzeniem zasnęłam.
~~ Kolejny dzień minął, kolejna noc zawita, a rzeczywistość przeobraża się w sen, który nigdy się nie spełni, a rano znów będziemy osobą, ale nie sobą. Wychodzimy z domu z uśmiechem na twarzy, by wracając do domu, znów wtulić się w poduszkę i słonym łzom ujść z oczu...~~
"...Równocześnie popatrzyli na siebie. Na ich twarzach malowało się zdziwienie oraz nie dowierzanie. Postanowili to zbadać tą sytuację. Ale co z tego wyszło, wiedzą tylko na razie oni. My dowiemy się niebawem..."
Tak jak widzieli. Był to David z dziewczyną, lecz oni nie stali sobie ot tak, po prostu, lecz się całowali. Joan i Daniel, byli pewni, że on kocha Hugo, a tu się okazuje, że spotyka się z nią. Była, nadal jest to Sharonn. Ciekawi kogo teraz oszukuje David, podeszli bliżej.-Kurcze, zauważyli nas-zwróciła się do Daniela
-No, masz rację. Trudno trzeba wyjaśnić to.-powiedział
-Witaj David. Twoja dziewczyna? Może już nie kochasz Hugo? Hm..?-spytała się chłopaka, lekko do niego się przybliżając i dźgając palcem wskazującym w jego klatkę piersiową. Było widać po niej, ze ledwie opanowuje się.
-To nie tak, jak myślicie..-powiedział Dav, lecz nie zdążył dokończyć, ponieważ Dan mu przerwał.
-A jak?!-spytał się
-Naprawdę kocham Sharoon. Z początku wydawało mi się, ze kocham go, lecz gdy ujrzałem ją, przekonałem się że nie. Wiem, że teraz wygląda to dziwnie na pewno macie do mnie żal.
-Czy Hugo wie? Jeżeli nie to kiedy mu powiesz?-
spytała się dziewczyna
-Wie. Dzisiaj mu powiedziałem-odrzekł
-Wie? I ty tak po prostu to mówisz?-spytała blond włosa, lekko się denerwując.
-No tak-powiedział David
-Zabije Cię, ty skurczybyku. Zabiję Cię, rozumiesz?! Zginiesz w piekle.-krzyknęła, po czym uderzyła go prawym sierpowym. No tak, nie wspominałem, że chodziła na boks, by się wyładować. Chłopak teraz leżał na piasku, a z nosa ciekła mu krew. Uuu.. Żeby oberwać od dziewczyny. Stop! O czym ty gadasz? Przecież miałem opisywać jej historię. Już dobrze. Wracam do naszej bohaterki. Dan odciągnął siłą dziewczynę od chłopaka i poszli od razu do Hugo.
*21:05, Joan,
*Dom Joan,
Nie myślałam, że wszystko się tak potoczy. Podsumowując ten dzień: Hugo i David nie są razem. David ma dzieczyn-Sharoon. Hugo pogodził się z końcem jego związku. Jedynym plusem tego dnia jest to, że zrozumiałam dzięki tej sytuacji, iż nie da się żyć w bajce oraz to, że w każdej chwili człowiek którego kochasz może odejść lub po prostu okaże się egoistyczną świnią, nie interesującą się czyimiś uczuciami. Mam nadzieję, że jutrzejszy dzień będzie lepszy. I z tym marzeniem zasnęłam.
~~ Kolejny dzień minął, kolejna noc zawita, a rzeczywistość przeobraża się w sen, który nigdy się nie spełni, a rano znów będziemy osobą, ale nie sobą. Wychodzimy z domu z uśmiechem na twarzy, by wracając do domu, znów wtulić się w poduszkę i słonym łzom ujść z oczu...~~
wtorek, 13 sierpnia 2013
Przepraszam, przepraszam i jeszcze raz przepraszam!
Przepraszam Was bardzo, ale ostatnio nie mam weny. Po prostu nie wiem co pisać. Na razie, więc nie będę pisać nowych rozdziałów. Mam nadzieję, ze niedługo wrócą moje chęci do pisania. Do zobaczenia!
Adel xo
Adel xo
czwartek, 8 sierpnia 2013
Cz. XVI
Rozdział dedykowany Dan'owi. :)
Przypomnienie...
-Czy uczyni Pani mi ten zaszczyt, i pozwoli zaprosić ją do oglądania tego jakże pięknego słońca z tarasu?- ładnie poprosił chłopak i wyciągnął rękę w jej kierunku, pochylając się odrobinę w kierunku jej osoby.
-Ależ oczywiście, Twoje towarzystwo jest ukojeniem dla mej duszy-odpowiedziała i pozwoliła się poprowadzić w stronę tarasu.
Razem spoglądali na wschodzące słońce. Ona oparta rękami o barierkę, oddzielającą taras od ogrodu. On stał za nią, przytulając się do niej. Głowę z czarną czupryną oparł na jej ramieniu. Patrzyli na widok w ciszy, jakby bali się odezwać, by nie zniszczyć tego zapierającego dech w piersiach krajobrazu. U dwojga tych ludzi było to normalne. Byli przyjaciółmi, a zachowywali się jak małżeństwo.
Spoglądanie na coś, było ich oderwaniem od rzeczywistości. Mimo, że trwali razem w takich momentach, każdy pogrążał się w swoich myślach, marzeniach, problemach.
Po kilku minutach pokaz się skończył, a oni wrócili do świata żywych.
-Czy księżniczka ma ochotę na śniadanie, na łonie natury?-spytał życzliwym głosem i spoglądnął na nią, lekko się uśmiechając.
-Ależ oczywiście mój książę. Czy mogę jakoś pomóc?-rzekła z równie lekki uśmiechem jak chłopak.
-Niech księżniczka się nie przemęcza. Proszę usiąść. Za moment wracam.-odpowiedział i tyle było go widać, ponieważ zniknął za drzwiami. Zgodnie z poleceniem usiadła na wcześniej rozłożonym kocu, by po chwili jak głupia turlać się po nim. Uspokoiła się, położyła się i obserwowała chmury. Kilka nawet przypominało zwierzątka. Po chwili poczuła zapach naleśników. Chwila! Naleśników?!
-Wiesz, że Cię kocham?-spytała słodziutkim głosem, trzepocząc rzęsami.
-Tak, tak. Wiem. Proszę.-odpowiedział i podał jej talerz naleśników, a sam usiadł koło dziewczyny.
Moment później karmili się nawzajem. Co skończyło się umazanymi twarzami od czekolady i śmietany. Wspólnie posprzątali po czym wyruszyli na spacer. Ich celem okazało się morze.
W pewnej chwili chłopak zaczął uciekać. Joan, długo nie myśląc ruszyła za nim, lecz Dan, nagle się zatrzymał, a ona wskoczyła mu na plecy. Pech chciał, ze nie był na to przygotowany i wylądowali razem w wodzie. Niestety chłopak miał gorzej, bo jego twarz wpadła w piach. Zaczęła się śmiać, lecz jemu nie było do śmiechy, więc po chwili dziewczyna gilgotała go. Był to jedyny sposób, by go rozśmieszyć i udało się. Podnieśli się z piachu i ruszyli przed siebie. Przed sobą ujrzeli dobrze znaną im osobę z jakąś dziewczyną... Moment?! Dziewczyną?! To nie możliwe. Równocześnie popatrzyli na siebie. Na ich twarzach malowało się zdziwienie oraz nie dowierzanie. Postanowili to zbadać tą sytuację. Ale co z tego wyszło, wiedzą tylko na razie oni. My dowiemy się niebawem.
Przypomnienie...
"...Ta dwójka ludzi, była świetnym przykładem prawdziwej przyjaźni, przepraszam, nadal nimi są i raczej tak zostanie..."
Obudzili się wraz ze wschodem słońca, czyli coś około godziny piątej.-Czy uczyni Pani mi ten zaszczyt, i pozwoli zaprosić ją do oglądania tego jakże pięknego słońca z tarasu?- ładnie poprosił chłopak i wyciągnął rękę w jej kierunku, pochylając się odrobinę w kierunku jej osoby.
-Ależ oczywiście, Twoje towarzystwo jest ukojeniem dla mej duszy-odpowiedziała i pozwoliła się poprowadzić w stronę tarasu.
Razem spoglądali na wschodzące słońce. Ona oparta rękami o barierkę, oddzielającą taras od ogrodu. On stał za nią, przytulając się do niej. Głowę z czarną czupryną oparł na jej ramieniu. Patrzyli na widok w ciszy, jakby bali się odezwać, by nie zniszczyć tego zapierającego dech w piersiach krajobrazu. U dwojga tych ludzi było to normalne. Byli przyjaciółmi, a zachowywali się jak małżeństwo.
Spoglądanie na coś, było ich oderwaniem od rzeczywistości. Mimo, że trwali razem w takich momentach, każdy pogrążał się w swoich myślach, marzeniach, problemach.
Po kilku minutach pokaz się skończył, a oni wrócili do świata żywych.
-Czy księżniczka ma ochotę na śniadanie, na łonie natury?-spytał życzliwym głosem i spoglądnął na nią, lekko się uśmiechając.
-Ależ oczywiście mój książę. Czy mogę jakoś pomóc?-rzekła z równie lekki uśmiechem jak chłopak.
-Niech księżniczka się nie przemęcza. Proszę usiąść. Za moment wracam.-odpowiedział i tyle było go widać, ponieważ zniknął za drzwiami. Zgodnie z poleceniem usiadła na wcześniej rozłożonym kocu, by po chwili jak głupia turlać się po nim. Uspokoiła się, położyła się i obserwowała chmury. Kilka nawet przypominało zwierzątka. Po chwili poczuła zapach naleśników. Chwila! Naleśników?!
-Wiesz, że Cię kocham?-spytała słodziutkim głosem, trzepocząc rzęsami.
-Tak, tak. Wiem. Proszę.-odpowiedział i podał jej talerz naleśników, a sam usiadł koło dziewczyny.
Moment później karmili się nawzajem. Co skończyło się umazanymi twarzami od czekolady i śmietany. Wspólnie posprzątali po czym wyruszyli na spacer. Ich celem okazało się morze.
W pewnej chwili chłopak zaczął uciekać. Joan, długo nie myśląc ruszyła za nim, lecz Dan, nagle się zatrzymał, a ona wskoczyła mu na plecy. Pech chciał, ze nie był na to przygotowany i wylądowali razem w wodzie. Niestety chłopak miał gorzej, bo jego twarz wpadła w piach. Zaczęła się śmiać, lecz jemu nie było do śmiechy, więc po chwili dziewczyna gilgotała go. Był to jedyny sposób, by go rozśmieszyć i udało się. Podnieśli się z piachu i ruszyli przed siebie. Przed sobą ujrzeli dobrze znaną im osobę z jakąś dziewczyną... Moment?! Dziewczyną?! To nie możliwe. Równocześnie popatrzyli na siebie. Na ich twarzach malowało się zdziwienie oraz nie dowierzanie. Postanowili to zbadać tą sytuację. Ale co z tego wyszło, wiedzą tylko na razie oni. My dowiemy się niebawem.
wtorek, 6 sierpnia 2013
Cz. XV
Przypomnienie z poprzedniej części...
-Zobaczysz, wszystko będzie dobrze. Nic nie zepsujesz. Może będzie to początek Twojej kariery muzycznej? Hm..? Co o tym myślisz?-spytał się chłopak
-Tsaa.. Jasne, bo uwierzę. Może chcesz autograf? Mój kochany fanie.-spytała przesłodzonym głosem.- Wiesz, może to być Twoja pierwsza i ostatnia szansa na zdobycie podpisu, bo później tyle fanów, występy.. Wiesz, o co mi chodzi.-ciągnęłam zdanie, ledwie powstrzymując się od śmiechu.
-Poczekaj!!! Proszę, poczekaj! Pobiegnę po nie zmywalny marker i mi się podpisze Pani, dobrze?-powiedział. Myślałam, że żartuje, a on po chwili przybiegł z markerem i prosił mnie na kolanach, bym mu się podpisała.
-Żartujesz, prawda?-spytałam
-Nie, wcale nie żartuję. -odpowiedział poważnie
-Dobrze, więc jak masz na imię, kochany? Bym mogła się podpisać.
-Jestem Daniel-rzekł
-Okey-podpisałam mu się na koszulce-Zrobione, może być?-spytałam się
-Ojeju! Dziękuje, Pani. To moje marzenie-udał rozkrzyczanego fana-A tak na serio, nadal sądzę, że będzie to Twój początek.-zwrócił się do mnie.
-Mów co chcesz, ale ja i tak wiem swoje-powiedziałam do niego.
-A właśnie co tam u Twojego brata?-spytał Daniel
-Nie wiem. Ojciec stwierdził, że Artur jednak zamieszka z nimi. Uff.. Jak mi ulżyło-zwróciłam się do Daniela
-Okey. Masz już wybrane piosenki?-spytał, a ja kiwnęłam głową w celu potwierdzenie-No to trzeba poćwiczyć-rzekł z uśmieszkiem. Zrobiłam błagalna minę-Na mnie to nie działa. Już po gitarę! Raz! Dwa!
-Tak jest! Kapitanie!-zasalutowałam i poszłam.
Około dwie godziny później, ja leżałam na dywanie, a chłopak próbował wcisnąć mi do rąk gitarę. Nigdy więcej ćwiczenia z nim. Nie i koniec.
-Nie będę więcej grała!Gardło mnie już boli od śpiewania.-rzekłam zdecydowanym głosem oraz tupnęłam nogą jak małe dziecko. W końcu nim jestem, nieprawdaż?
-No nie fochaj się. Nie zrobisz mi tego.-oznajmił
-Zrobię!-powiedziałam.-Oglądamy jakiś film?-spytałam
-Grr..No niech Ci będzie, ale jutro nie odpuszcze
-Okey.-powiedziałam z chytrym uśmieszkiem-Zobaczymy jutro-dodałam po cichu by nie usłyszał mnie
-To jaki?-spytałam
-Wybierz coś-rzekł.
-Może być The Notebook?-spytałam
-Niech Ci już będzie-powiedział po czym włożył płytę do odtwarzacza i wróciła, a ja oparłam głowę na jego ramieniu. I oglądaliśmy film.
Dziewczyna w połowie filmu zasnęła na ramieniu chłopaka, a on po chwili zrobił to samo. Gdyby ktoś teraz patrzył na nich stwierdziłby, że to para zakochanych. Na obydwóch twarzach widniał uśmiech.
Nie jedni widząc ich w szkole razem, twierdzili, ze są ze sobą. Tak wyglądało, bo każda minutę spędzali razem. Na przerwach dziewczyna siedziała na jego kolanach. Może, więc dlatego żaden chłopak nie podrywał Joan, bo myślał, że jest z Dan'em. Jej to nie przeszkadzało. I jemu też nie.
Ta dwójka ludzi, była świetnym przykładem prawdziwej przyjaźni, przepraszam, nadal nim są i raczej tak zostanie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Siemka. I co sądzicie o tym rozdziale? Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Dziękuje za przekroczenie 1,000 wejść. Kocham Was!
Adel xoxo
"-Ja jestem Viola, a to mój narzeczony Patrick
-Miło mi-powiedziałam i udaliśmy się do salonu, gdzie długo rozwialiśmy o uroczystości...."
-Skończyło się na tym, że 21 sierpnia , czyli za nie całe dwa tygodnie, mam zaśpiewać na ich weselu kilka piosenek. Ucieszyłam się, choć z drugiej strony martwię się, ze zepsuje im uroczystość-powiedziałam Danielowi, który akurat przyszedł mnie odwiedzić.-Zobaczysz, wszystko będzie dobrze. Nic nie zepsujesz. Może będzie to początek Twojej kariery muzycznej? Hm..? Co o tym myślisz?-spytał się chłopak
-Tsaa.. Jasne, bo uwierzę. Może chcesz autograf? Mój kochany fanie.-spytała przesłodzonym głosem.- Wiesz, może to być Twoja pierwsza i ostatnia szansa na zdobycie podpisu, bo później tyle fanów, występy.. Wiesz, o co mi chodzi.-ciągnęłam zdanie, ledwie powstrzymując się od śmiechu.
-Poczekaj!!! Proszę, poczekaj! Pobiegnę po nie zmywalny marker i mi się podpisze Pani, dobrze?-powiedział. Myślałam, że żartuje, a on po chwili przybiegł z markerem i prosił mnie na kolanach, bym mu się podpisała.
-Żartujesz, prawda?-spytałam
-Nie, wcale nie żartuję. -odpowiedział poważnie
-Dobrze, więc jak masz na imię, kochany? Bym mogła się podpisać.
-Jestem Daniel-rzekł
-Okey-podpisałam mu się na koszulce-Zrobione, może być?-spytałam się
-Ojeju! Dziękuje, Pani. To moje marzenie-udał rozkrzyczanego fana-A tak na serio, nadal sądzę, że będzie to Twój początek.-zwrócił się do mnie.
-Mów co chcesz, ale ja i tak wiem swoje-powiedziałam do niego.
-A właśnie co tam u Twojego brata?-spytał Daniel
-Nie wiem. Ojciec stwierdził, że Artur jednak zamieszka z nimi. Uff.. Jak mi ulżyło-zwróciłam się do Daniela
-Okey. Masz już wybrane piosenki?-spytał, a ja kiwnęłam głową w celu potwierdzenie-No to trzeba poćwiczyć-rzekł z uśmieszkiem. Zrobiłam błagalna minę-Na mnie to nie działa. Już po gitarę! Raz! Dwa!
-Tak jest! Kapitanie!-zasalutowałam i poszłam.
Około dwie godziny później, ja leżałam na dywanie, a chłopak próbował wcisnąć mi do rąk gitarę. Nigdy więcej ćwiczenia z nim. Nie i koniec.
-Nie będę więcej grała!Gardło mnie już boli od śpiewania.-rzekłam zdecydowanym głosem oraz tupnęłam nogą jak małe dziecko. W końcu nim jestem, nieprawdaż?
-No nie fochaj się. Nie zrobisz mi tego.-oznajmił
-Zrobię!-powiedziałam.-Oglądamy jakiś film?-spytałam
-Grr..No niech Ci będzie, ale jutro nie odpuszcze
-Okey.-powiedziałam z chytrym uśmieszkiem-Zobaczymy jutro-dodałam po cichu by nie usłyszał mnie
-To jaki?-spytałam
-Wybierz coś-rzekł.
-Może być The Notebook?-spytałam
-Niech Ci już będzie-powiedział po czym włożył płytę do odtwarzacza i wróciła, a ja oparłam głowę na jego ramieniu. I oglądaliśmy film.
Dziewczyna w połowie filmu zasnęła na ramieniu chłopaka, a on po chwili zrobił to samo. Gdyby ktoś teraz patrzył na nich stwierdziłby, że to para zakochanych. Na obydwóch twarzach widniał uśmiech.
Nie jedni widząc ich w szkole razem, twierdzili, ze są ze sobą. Tak wyglądało, bo każda minutę spędzali razem. Na przerwach dziewczyna siedziała na jego kolanach. Może, więc dlatego żaden chłopak nie podrywał Joan, bo myślał, że jest z Dan'em. Jej to nie przeszkadzało. I jemu też nie.
Ta dwójka ludzi, była świetnym przykładem prawdziwej przyjaźni, przepraszam, nadal nim są i raczej tak zostanie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Siemka. I co sądzicie o tym rozdziale? Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Dziękuje za przekroczenie 1,000 wejść. Kocham Was!
Adel xoxo
niedziela, 4 sierpnia 2013
Cz. XIV.
Nagle zauważyłam, ze ktoś napisał. Był nim mój przyjaciel, który rozumie całkowicie, jak nikt inny...
Rozmawialiśmy do późnego wieczoru, po czym wskoczyłam w ciepłą bluzę. Wstąpiłam po drodze do kuchni i wzięłam kubek kakao, a z salonu gitarę.Usiadłam na tarasie i zaczęłam grać. To była piosenka Plain White T's -Hey There Delilah. Mimo, że ta piosenka zwrócona jest do dziewczyny, uwielbiam ją, bo pokazuje jak jest ona ważna dla niego. Za nie długo będą razem i znów będą się śmiać. Po chwili zaczęłam ją śpiewać.Hey there Delilah
What's it like in New York City
I'm a thousand miles away
But girl tonight you look so pretty
Yes you do
Time Square can't shine as bright as you
I swear it's true
Hey there Delilah
Don't you worry about the distance
I'm right there if you get lonely
Give this song another listen
Close your eyes
Listen to my voice it's my disguise
I'm by your side
Oh it's what you do to me
Oh it's what you do to me
Oh it's what you do to me
Oh it's what you do to me
What you do to me
Hey there Delilah
I know times are gettin' hard
But just believe me girl
Someday I'll pay the bills with this guitar
We'll have it good
We'll have the life we knew we would
My word is good
Hey there Delilah
I've got so much left to say
If every simple song I wrote to you
Would take your breath away
I'd write it all
Even more in love with me you'd fall
We'd have it all
Oh it's what you do to me
Oh it's what you do to me
Oh it's what you do to me
Oh it's what you do to me
Śpiewałam dalej, wpatrując się w drzewa oraz ławkę na której siedziała zakochana para. Widać, że byli dla siebie wszystkim.
A thousand miles seems pretty far
But they've got planes and trains and cars
I'd walk to you if I had no other way
Our friends would all make fun of us
And we'll just laugh along because we know
That none of them have felt this way
Delilah I can promise you
That by the time that we get through
The world will never ever be the same
And you're to blame
Hey there Delilah
You be good and don't you miss me
Two more years and you'll be done with school
And I'll be makin history like I do
You know it's all because of you
We can do whatever we want to
Hey there Delilah here's to you
This one's for you
Oh it's what you do to me
Oh it's what you do to me
Oh it's what you do to me
Oh it's what you do to me
What you do to me- Ostatnie wersy kończyłam śpiewać z łzami w oczach.. Tak ta piosenka na mnie działa. Jeszcze chwilę spoglądałam na zachodzące słońce. Miałam już wstawać, gdy usłyszałam głos tych dwojga ludzi. Wołali mnie. Mnie?
-Tak?-spytałam
-Pięknie śpiewasz i grasz-odpowiedziała dziewczyna
-Dziękuje-rzekłam wzruszona
-Nie długo bierzemy ślub, czy uczyniłabyś nam zaszczyt i zaśpiewałabyś oraz zagrała kilka piosenek na naszym weselu?-spytał chłopak, przytulając dziewczynę i spoglądając to na nią, to na mnie
-Dziękuje, ale naprawdę nie mam talentu-rzekłam
-Mimo to nadal prosimy. To jak zgodzisz się?-spytała dziewczyna
-No dobrze. Bardzo dziękuje-powiedziałam-Może weszlibyście do środka?-spytałam
-Jasne. Jeszcze raz dziękujemy-odrzekła chłopak
-Jestem Joan-przywitałam się z dziewczyną
-Ja jestem Viola, a to mój narzeczony Patrick
-Miło mi-powiedziałam i udaliśmy się do salonu, gdzie długo rozwialiśmy o uroczystości.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


