wtorek, 2 lipca 2013

Chapter Eight. "Dobrze mieć przyjaciół.."

"Obróciłam się, a on zaraz podbiegł i przytulił.. W jego ramionach czułam się bezpiecznie i tego mi brakowało przez dotychczasowe życie...."

 -Cii, nie płacz... -uspokajał Mnie Hugo.-Spokojnie, wszystko wróci do normy-powiedział, tuląc Mnie w ramionach. Właśnie tego potrzebowałam. Wiedział, ze takie słowa jak"Będzie dobrze" nie pomogą. Inni na pewno by tak sądzili, ale nie on ...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
 Spacerowaliśmy po kamienistym brzegu plaży, pozwalając by słona, lazurowa woda podmywała nam stopy. Śmialiśmy się i bawiliśmy jak małe dzieci, toteż nie zdziwiłam się gdy przechodzący obok na nas ludzie patrzyli jak na parę ludzi , którzy uciekli z zakładu psychiatrycznego. Znaliśmy się dosłownie 2 dni, a wiedzieliśmy o sobie wszystko. Wspominając chwile, spędzone z Hugo, na moja twarzyczkę wpełzł uśmiech. Hugo od razu to zauważył. Skorzystałam z okazji i ochlapałam chłopaka wodą. Jego mina przez chwilę była bezcenna, a moment później byliśmy mokrzy. Nie przeszkadzało nam to. Poczuliśmy się jak przyjaciele, których nie miałam na serio.
-Dobra. Chodź do domu, bo się przeziębisz-powiedział opiekuńczym głosem
-Dzięki, ze tak się o mnie troszczysz, ale naprawdę nie musisz.-rzekłam wesoło. Zapomniałam już co to spędzać dobrze czas ze znajomymi. Stanęłam w miejscu i patrzyłam jak Hugo oddala się mówiąc do mnie a tak naprawdę do siebie bo ja zostałam w tyle. Zaczęłam biec w jego stronę i wskoczyłam mu na plecy.
-Dalej koniku! Wio!-wykrzykęłam, śmiejąc się jak opętana.
-Dobrze się czujesz?-spytał nie pewnie-Okey, już idę, ale jak będą mnie boleć plecy to będzie to wyłącznie Twoja wina-dokończył ze śmiechem. 
   Śmiejąc się i rozmawiając dotarli do domu. I oto ta sytuacja pokazuje jak w ciągu kilku godzin i dzięki jednemu człowiekowi, nastrój może się zmienić.
-Dziękuje Ci za wspaniale spędzony dzień.-usłyszałam cicho wypowiedzone zdanie
-Nie, to ja dziękuje. Gdyby nie Ty jeszcze użalałabym się nad sobą-powiedziałam, a na moją twarz wkradły się rumieńce.
-No to. eh.. No to cześć. Do jutra?-spytał się chłopak
-Do jutra-odpowiedziałam pewna siebie. Chłopak zaczął odchodzić w swoją stronę-Poczekaj. Dałbyś mi swój numer telefonu? Moglibyśmy się umówić na daną godzinę.-rzekłam głośno, a po chwili dotarło do mnie iż jestem zbyt pewna siebie. Co się dzieję? Zapytałam siebie w myślach.
-Jasne. Dziękuje, ze przypomniałaś, bo zapomniałbym.-podał kartkę z numerem- To co? Do jutra?-kiwnęłam twierdząco głową- 14 może być?-spytał
-Oczywiście. Paa.- powiedziałam i z wielkim bananem na twarzy poszłam do domu. Od razu udałam się do pokoju, gdzie wskoczyłam na łóżko. Tak byłam zajęta przemyśleniami, że nie chciało mi się ruszyć do łazienki. Usnęłam... mając cudowny sen..
  Chłopaka reakcja była taka sama jak dziewczyny. Obydwoje byli szczęśliwi. Czyżby zakochali się w sobie? Ja wiem, bo ta historia się już wydarzyła. Byłem jej świadkiem. Ale czy zawsze wszystko musi być dobrze? Czasem z początku jest gorzej by później było lepiej..

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dziękuje za przeczytanie. Zapraszam do komentowania. Jeżeli chcecie być informowani napiszcie swój numer gg, nazwę fb lub twittera, a na pewno was powiadomię.
                                                                   Adel xD

4 komentarze:

  1. Ten rozdział jest krótki w porównaniu do pozostałych, ale całą histria ma swoj potencjał. Masz wiele ciekawych pomysłów. Są rzeczy do których można by się lekko przyczepić. Czasem zdarzają się literowki, interpunkcja albo szyk zdania jest nie poprawny.. Ale nie przejmuj się mi tez zdarzają się błędy. Pisz dalej i rozwijaj swoje pasję :D

    OdpowiedzUsuń
  2. tak. Informuj. Daj mi najpierw do sprawdzenia :) Bo lubię sobie pierwsza wszystko czytać :) Pisz, pisz, pisz...

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuje za komentarz. Na pewno poinformuję. Tak nie dostaniesz wcześniej. Hahhaha

    OdpowiedzUsuń